Wielkanocne tradycje

Wielkanoc to nie tylko czas refleksji i rodzinnych spotkań, ale również okazja do kultywowania tradycji. W różnych częściach kraju zwyczaje wielkanocne przybierają różne formy, często związane z lokalnymi obyczajami przekazywanymi z pokolenia na pokolenie. Niektóre z nich mają charakter zabawowy i psotny, inne natomiast opierają się na kultywowaniu dawnych wierzeń i symboli. Kilka osób podzieliło się z nami wspomnieniami o tradycjach: psotnym czwartku, judaszach, ogródkach wielkanocnych oraz dzieleniu się jajkiem.

 

Noc, w którą figle były na porządku dziennym

Pan Artur wspomina, że dawniej w jego rodzinnych stronach praktykowano „psotny czwartek”. Była to noc pełna żartów i figli, podczas której młodzież miała okazję do robienia różnych psikusów. – Zbieraliśmy się w grupach liczących nawet 20 osób. Jeszcze wtedy mieliśmy możliwość wyłączenia prądu na słupie, żeby zrobiło się ciemniej wspomina. To dodawało tajemniczości i dreszczyku emocji. Psoty były różne, a ich skala zależała od pomysłowości uczestników. Najczęściej malowano wapnem okna, wynoszono bramy od stodół lub nawet przenoszono budy z psami w inne miejsca. Szczególnie spektakularnym wybrykiem było rozbieranie wozów drabiniastych i składanie ich na dachach stodół. – Czasami udawało nam się wykraść fur- mankę i przewieźć na niej bramy do komisu samochodowego, oczywiście z napisem,, Do sprzedania” namalowanym wapnem – śmieje się pan Artur. Mimo wszystko istniały pewne niepisane zasady. – Psot nie robiło się starszym ludziom. Skupialiśmy się głównie na domach, w których mieszkały dziewczyny. Potem psikusy dotykały już niemal wszystkich, ale wciąż z zachowaniem pewnej granicy.

Judasze – psoty z historią

Gospodarz naszej gminy opowiada o podobnym zwyczaju, znanym pod nazwą „judasze”. W jego miejscowości psoty były elementem Wielkiego Czwartku. – Rano chodziliśmy do kościoła, święciliśmy krzyże z przyczepioną palmą wielkanocną, a potem wbijaliśmy je w pole, by zapewnić obfite plony. Wieczorem, gdy gasły światła, zaczynała się zabawa – psotnicy wyruszali na wieś wspomina. Grupy liczyły cztery, pięć, a nawet czasem sześć osób. Popularne psoty obejmowały malowanie wapnem okien, przenoszenie bram wjazdowych, wynoszenie siewników i bron na drogi. Co zaradniejsi gospodarze spawali sprzęt, żeby nikt go nie ruszył. Pilnowali obejść i często gonili psotników, a oni uciekali… Oj, padały wtedy różne słowa! Jeśli ktoś faktycznie przesadził, to wzywano policję i wtedy robiono dochodzenie. Czasem psoty były bezmyślne i niebezpieczne, np. puszczanie z góry wozu, który po tej „przejażdżce” do niczego się już nie nadawał. Kiedyś gospodarz wypatrzył psotników, szybko sięgnął po bat i zaczął ich gonić. Potem okazało się, że ściga z tym batem własne- go syna. Nie wiedział, że jest w wśród nich. Pamiętam też, jak przewrócili na bok wygódkę, nie wiedząc, że w środku siedzi gospodarz. Ale wtedy wiali! Zawsze działali według planu, mieli swoją bazę. Psoty kończyły się przed północą. Robiono to wszystko na wesoło, żeby podtrzymać zwyczaj i zaczepić dziewczyny. Oczywiście „obrywali” też rodzice, no ale cóż, takie były czasy…Chodziło o dobrą zabawę i tradycję, a nie o wyrządzanie komuś krzywdy.

Wielkanocne ogródki – radość dla najmłodszych

Pani Aneta opowiada o tradycji tworzenia wielkanocnych ogródków dla zajączka, która w jej rodzinie była pielęgnowana od pokoleń. – Odkąd pamiętam, w naszej miejscowości robiło się je zawsze. W piątek wieczorem przygotowywaliśmy ogródki z patyków przeplatanych witkami brzozy, wyściełane słomą – opowiada pani Aneta. – Każde dziecko z niecierpliwością czekało na sobotni poranek, kiedy mogło sprawdzić, czy zajączek zostawił dla niego wielkanocne jajka. Tradycyjnie były to jajka barwione naturalnie – w łupinach cebuli lub w świeżym zbożu. Dziś zwyczaj przetrwał, ale pojawiły się również jajeczka czekoladowe i drobne upominki. – Gniazdka powinny być jak najbardziej kolorowe. Kiedyś dekorowano je bibułą i wstążeczkami. Wierzono, że im piękniejsze gniazdko, tym ładniejsze jajka przyniósł dla dzieci zajączek – dodaje pani Aneta. Po znalezieniu jajek dzieci wkładały je do koszyczków i udawały się do święcenia. Była to okazja do nieformalnego konkursu na naj- piękniejsze pisanki. – Pod ochronką, gdzie kiedyś mieszkały zakonnice, dzieci porównywały swoje zdobycze. Sprawdzało się, kto miał więcej jajek, które były ładniejsze, smaczniejsze i najbardziej efektowne – wspomina pani Aneta.

Dzielenie się jajkiem – symbol jedności i bliskości

Pani Katarzyna opowiada o pięknym zwyczaju, który co roku towarzyszy jej rodzinie podczas wielkanocnego śniadania. – W moim domu rodzinnym śniadanie wielkanocne zawsze zaczynało się od dzielenia się jajkiem z poświęconego koszyczka. Był to moment pełen ciepła i bliskości, przypominający łamanie się opłatkiem podczas Wigilii – wspomina. – Każdy dostawał kawałek jajka i składał innym życzenia zdrowia, pomyślności i radości. – Dla mnie dzielenie się jajkiem to coś więcej niż tradycja – to gest pełen miłości i wzajemnej troski. To chwile, które sprawiają, że święta są tak wyjątkowe i pełne magii – podkreśla pani Katarzyna.

Pisanki, kraszanki, drapanki, nalepianki..

Już w starożytności jajko było symbolem świata, płodności, życia i zdrowia. W Persji wierzono, że z niego wykluł się cały świat, białko stało się słońcem, a żółtko księżycem. Natomiast w Indiach uważano, że pochodzi z kosmosu. Zostało zniesione przez boskiego ptaka w pierwotnych wodach i powstał z niego bóg Brahma. Podobnie było w Egipcie, ptak zrodził się z jaja w wodach Nilu i stał się bóstwem. Najstarsze malowane jajka pochodzą z Asyrii sprzed 5000 lat. Późniejsze wywodzą się z Chin, Egiptu i Persji. W czasach Cesarstwa Rzymskiego o malowanych jajkach wspominali poeci: Owidiusz czy Juwenalis. Najstarsze polskie pisanki pochodzą z X wie- ku. Znaleziono je na terenie Ostrówka (woj. opolskie). W dawnych czasach malowanie jajek miało cele magiczne. Wierzono, że zapewni to szczęście świata. Tradycje związane z pisankami przeniknęły do kultury chrześcijańskiej. Według legendy Maria Magdalena po zmartwychwstaniu Chrystusa miała znaleźć czerwone jajka, z których wylęgły się kolorowe ptaki i wyfrunęły, by obwieszczać Dobrą Nowinę. W dawnej Polsce zdobieniem jajek zajmowano się w Wielki Piątek, robiły to dziewczę- ta. W wodzie z jajek gotowanych na pisanki myły sobie włosy, by były mocne i błyszczące. Pisanki służyły do wykupu w Śmigus Dyngus. Dziewczęta dawały je chłopcom, by nie oble- wali ich wodą. Najładniejsze dostawali chłopcy, którzy się im podobali. Dziś wszystkie zdobione jajka to pisanki. Dawniej jednokolorowe były kraszanki, barwione w cebuli albo w dębowej korze, w burakach i pędach młodych zbóż. Kolory miały swoją symbolikę, np. czerwony oznaczał krew zmartwychwstałego Chrystusa. Na kraszankach można było robić drapanki, czyli wydrapywać wzory ostrym narzędziem. Pisanki były malowane za pomocą patyczka maczanego w rozgrzanym wosku. Zawoskowane jajko moczyło się w barwniku, potem w kolejnych i powstawała pisanka. W okolicach Krakowa naklejano na jajkach kolorowe wycinanki, tworząc nalepianki.

Stary zwyczaj – nowoczesna technika

Teraz zdobi się jajka nowoczesnymi metodami. Są w sklepach łatwe w użyciu farby akrylowe, kolorowe barwniki spożywcze, ale kupić można także te tradycyjne, naturalne. Wiele technik jest dziś dostępnych za pomocą narzędzi takich jak dłutka, rylce albo elektryczne frezarki, którymi można wykonać piękne ażury w wydmuszkach czy drapanki na kolorowych jajkach. Taką właśnie metodę wykorzystuje pani Marta Patela z Zagórzan, a w swoich pracach doszła wręcz do perfekcji. Na pytanie, czy ten zwyczaj z dzieciństwa przywiozła do nas z rodzinnych Myślenic odpowiada, że kiedy była mała, nie malowano w domu jajek. To tutaj, całkiem niedawno spodobało jej się zdobienie jajek u siostry. Zaczęła też to robić. Pierwsza pisanka była zabarwiona cebulą, bardzo skrom- na. – Potem kupiłyśmy sobie małe elektryczne frezarki i zaczęłyśmy podpatrywać wzory w internecie… Później sama zaczęłam tworzyć wzory, najpierw rysując je na kartce, a potem przenosząc na zabarwione wydmuszki gęsich jajek, które są duże, białe i o wiele twardsze niż kurze. – Kupujemy barwniki do tkanin, takie dobrego gatunku, wtedy kolory wychodzą piękne, ale nie zawsze się to od razu udaje. Czasem trzeba poeksperymentować, a kiedy coś nie wyjdzie, to wymyślić taki wzór, żeby pasował do tła, np. motywy kwiatowe albo baranek wielkanocny. Mam nawet pisankę z twarzą Chrystusa. Natomiast mój wnuk, który bardzo chętnie zdobi pisanki, wydrapał sobie… koparkę – mówi pani Marta. – Pisanki są piękną ozdobą na święta w naszym domu. Możemy nimi obdarowywać gości i rodzinę. Niektóre biorą udział w gminnych konkursach. To piękny zwyczaj, życzę aby się rozwijał, by ta tradycja, chociaż unowocześniona, wciąż była obecna w naszych domach. Pięknych, kolorowych Świąt Wielkanocnych w zdrowiu i pokoju!

Rozmawiały: Anna Suchoń, AG, W.CH.

 

Autor: Redaktor 3

Udostępnij post na: