
Niegowicka parafia w piątek 28 lipca 2023 r. uczci 75-lecie przybycia do niej księdza Karola Wojtyły. Msza Święta dziękczynna rozpocznie się o godzinie 18-tej. Wierni dziękować będą za to, że między 28 lipca 1948 roku a sierpniem 1949 roku pełnił tu z polecenia kardynała Adama Stefana Sapiehy posługę duszpasterską ksiądz Karol Wojtyła, późniejszy Ojciec Święty Jan Paweł II. Uczył religii, spowiadał, prowadził żywy różaniec, kółko teatralne, wreszcie brał udział w organizowaniu komitetu budowy nowego kościoła, a przy pomniku generała Jana Henryka Dąbrowskiego w Pierzchowie uczył dzieci patriotyzmu. Za to wszystko oraz za dary jakie dzięki Jego wstawiennictwu otrzymano będzie można wyrazić wdzięczność podczas piątkowej Mszy Świętej o godzinie 18-tej.
W tym dniu przypada rocznica przybycia księdza Karola Wojtyły do Parafii pw. Wniebowzięcia NMP w Niegowici, dlatego na zakończenie Mszy Świętej wspólnie pomodlimy się i podziękujemy Bogu za Jego obecność wśród nas
– mówi ksiądz Janusz Łomzik, proboszcz niegowickiej parafii, zachęcając do wspólnej modlitwy.

Przypomnijmy, że zadanie podjęcia pracy duszpasterskiej w Niegowici, ksiądz Karol Wojtyła otrzymał po powrocie ze studiów w Rzymie. Odpowiedni dokument został skierowany do Dziekana Dekanatu Niepołomickiego informujący, że dotychczasowy wikary ks. Wincenciak zostaje przeniesiony do Spytkowic a w jego miejsce przeznaczony zostaje ks. Karol Wojtyła. Stało się to przed 75 laty – 28 lipca 1948 r.
„Kiedy wróciłem do Krakowa, znalazłem w Kurii Metropolitalnej pierwszy „przydział pracy” – tzw. „aplikatę”. Książę Metropolita był wtedy w Rzymie, więc jego wola dotarła do mnie za pośrednictwem tego pisma. Przyjąłem tę wolę z radością. Najpierw dowiedziałem się, jak dostać się do Niegowici i udałem się tam w odpowiednim dniu. Dojechałem autobusem z Krakowa do Gdowa, a stamtąd jakiś gospodarz podwiózł mnie szosą w stronę wsi Marszowice i potem doradził mi iść ścieżką wśród pól, gdyż tak miało być bliżej. W oddali było już widać kościół w Niegowici. A był to okres żniw. Szedłem wśród łanów częściowo już skoszonych, a częściowo czekających jeszcze na żniwo. Pamiętam, że w pewnym momencie, gdy przekraczałem granicę parafii w Niegowici, uklęknąłem i ucałowałem ziemię.
Nauczyłem się tego gestu chyba od św. Jana Marii Vianneya. W kościele pokłoniłem się przed Najświętszym Sakramentem, a następnie poszedłem przedstawić się mojemu proboszczowi. Ks. prałat Kazimierz Buzała, dziekan niepołomicki i proboszcz w Niegowici, przyjął mnie bardzo serdecznie i po krótkiej rozmowie pokazał mi mieszkanie na wikarówce”
– tak Jan Paweł II w swej książce „Dar i tajemnica” wspominał pierwsze spotkanie z Niegowicią.
I tak rozpoczęła się moja praca duszpasterska na pierwszej parafii. Trwała ona tylko rok, a była wypełniona zwyczajnymi obowiązkami wikariusza i katechety. Uczyłem religii w pięciu szkołach podstawowych, w wioskach należących do parafii w Niegowici, do których dowożono mnie wozem konnym lub bryczką. Zapamiętałem życzliwość tak ze strony grona nauczycielskiego jak i parafian. Klasy były różne. Niektóre grzeczne i spokojne, inne zaś rozbrykane. Do dziś pamiętam ciszę i skupienie, jakie panowały w klasach, gdy w Wielkim Poście przeprowadzałem lekcję na temat męki Pańskiej
– wspominał.
A tak przypomina te dni ksiądz Mieczysław Maliński:
„Wreszcie po dwóch latach, w 1948 roku, wrócił. Jak z tamtego świata, jakiś odświeżony, jakiś taki inny, choć przecież ten sam. Został wyznaczony przez Księcia wikariuszem w Niegowici. Koledzy przyjęli tę wiadomość trochę ze zgorszeniem. – Jak to, taki zdolny ksiądz, po takich studiach, teraz, z doktoratem, na taką dziurę? Śmiał się z tego. Jeździłem tam nieraz. Niegowić mała parafijka na końcu świata, a przynajmniej na końcu diecezji. Wielkie lipy wokół starego kościółka, plebania jeszcze bez elektryczności, studnia, sad i ogród, kury, krowy w stajni. Ale co najważniejsze, jeden z najlepszych proboszczów w diecezji. I znów widać było rekę Księcia. Wyraźnie chciał zapewnić księdzu, na którego bardzo liczył, najlepszy start w pracę duszpasterską. (…)
(…) Co robisz? – pytałem z ciekawością kleryka, który wie, że wkrótce stanie się jego udziałem to samo życie.
– Wszystko, jak każdy wikary. Rano Msza św., potem konfesjonał, śniadanie, nauka religii i powrót do siebie na wikarówkę. Po południu jest bardziej luźno. Ale trzeba być na miejscu, bo mogą wezwać do chorego.”
– pisał ks. M. Maliński w „Wezwano mnie z dalekiego kraju” (Poznań, 1980).
Od początku swej posługi kapłańskiej był bardzo aktywnym wikarym.
W Niegowici prowadzi Żywy Różaniec. Zakłada kółko dramatyczne, które pod jego kierunkiem przygotowuje i wystawia w sali Domu Katolickiego sztukę 'Gość oczekiwany’ Kossak-Szczuckiej. Zapamiętany jako bardzo hojny w dzieleniu się z biednymi. (…) Pobłogosławił 13 małżeństw, pierwsze Stanisława Substelnego z Zofią Strojną – 20 X 1948 r. z Marszowic. Ochrzcił 48 dzieci, pierwszy chrzest 5 września 1948 – Eugeniusza Wegrzyna, syna Antoniego i Eleonory. W 1949 roku bierze udział w organizowaniu komitetu budowy nowego kościoła
– pisał ks. Adam Boniecki w „Kalendarium życia Karola Wojtyły”.
Stanisława Michałek, ludowa poetka z Pierzchowa, w jednym ze swych wierszy opisała nieznany epizod z życia księdza Karola Wojtyły, a mianowicie jego wycieczki z młodzieżą szkolną pod pomnik generała Jana Henryka Dąbrowskiego w Pierzchowie.
Helena Wojtas, emerytowana dyrektor Szkoły Podstawowej w Pierzchowie, we wstępie do tomiku poezji Stanisławy Michałek pt. Słowa o życiu” napisała:
Szczególne miejsce w twórczości (…) poetki zajmuje papież Polak – Jan Paweł II (…). Poetka pamięta go z czasów, kiedy jako wikary parafii w Niegowici uczył religii w 5 szkołach, m.in. w Pierzchowie. Tu też spotykał się z młodzieżą (…). Poetka pamięta jedno ze spotkań przy pomniku Jana Henryka Dąbrowskiego. Do dziś słyszy, jak mocnym głosem zaintonował słowa:
„Jeszcze Polska nie zginęła, kiedy my żyjemy”.
Po latach Stanisława Michałek tak opisała tą sytuację w wierszu pt. „Płynie Raba”:
Bo był wikariuszem
Tutaj w Niegowici
A w szkole w Pierzchowie
Uczył także dzieciPrzy pomniku stawał
Wielce zadumany
Śpiewał razem z nami
Hymn nasz ukochanySławił Ojciec Święty
Dąbrowskiego imię
Uczył kochać Boga
Honor i Ojczyznę.
Wierni Parafii pw. Wniebowzięcia MNP w Niegowici oraz mieszkańcy ziemi gdowskiej pamiętają o wyjątkowym wikarym niegowickiej parafii.
4 listopada 1999 r. został przed kościołem w Niegowici odsłonięty pomnik Karola Wojtyły, przedstawiającego go jako księdza – Wikarego Świata. Inne pamiątki związane z jego pobytem w Niegowici to tablice na kościele i wikarówce, w której mieszkał; konfesjonał, w którym spowiadał w kościele oraz replika grobu Jana Pawła II. Jest też izba pamięci poświęcona jego osobie. Najnowszym dowodem pamięci jest pomnik wikarego Karola Wojtyły na rondzie jego imienia przy obwodnicy Gdowa. Przedstawiony z walizką w ręku, udaje się w kierunku swej pierwszej parafii, do Niegowici. Corocznie organizowany jest także Rodzinny Biały Marsz, wyznaczonym szlakiem z Gdowa do Niegowici. Szlak został wytyczony, aby upamiętnić trasę, jaką w lipcu 1948 r. pokonał pieszo wikary Karol Wojtyła udając się na swoją pierwszą parafię do Niegowici. To wtedy po raz pierwszy, przy kapliczce w Marszowicach, uklęknął i ucałował ziemię po której pielegrzymował, o czym wspominał w autobiograficznej książce „Dar i Tajemnica”. Co roku w sobotę, około 18 maja, odbywa się rajd, którego trasą wędrował kiedyś Jan Paweł II z Niegowici do Łapanowa. „Pamiętam ścieżki w Kobylcu, którymi przemierzałem do Łapanowa” – te słowa skierowane przez papieża na audiencji do uczniów, ich rodziców i nauczycieli z łapanowskiej szkoły dały początek inicjatywie wytyczenia szlaku.
Zachęcamy do obejrzenia kilku filmów związanych z pobytem księdza Karola Wojtyły w Parafii w Niegowici i na ziemi gdowskiej oraz udziału w nabożeństwie.
Dodatkowo zachęcamy także do obejrzenia:




Ksiądz Karol Wojtyła – Wikary Świata w parafii w Niegowici – pamiętamy.
Foto: Maria Jelonek – Bankowicz/MójGdów.pl
„Kiedy wróciłem do Krakowa, znalazłem w Kurii Metropolitalnej pierwszy „przydział pracy” – tzw. „aplikatę”. Książę Metropolita był wtedy w Rzymie, więc jego wola dotarła do mnie za pośrednictwem tego pisma. Przyjąłem tę wolę z radością. Najpierw dowiedziałem się, jak dostać się do Niegowici i udałem się tam w odpowiednim dniu. Dojechałem autobusem z Krakowa do Gdowa, a stamtąd jakiś gospodarz podwiózł mnie szosą w stronę wsi Marszowice i potem doradził mi iść ścieżką wśród pól, gdyż tak miało być bliżej. W oddali było już widać kościół w Niegowici. A był to okres żniw. Szedłem wśród łanów częściowo już skoszonych, a częściowo czekających jeszcze na żniwo. Pamiętam, że w pewnym momencie, gdy przekraczałem granicę parafii w Niegowici, uklęknąłem i ucałowałem ziemię.


