GDÓW. Trwają prace budowlane w okolicy piekarni Sidora.

Foto:MójGdów.pl

Foto: archiwum Romana Markota/Podziel się historią/Straznicyczasu.pl

Centrum Gdowa. Zapach pieczonych chlebów, bułek i ciast, a na półkach, oprócz pieczywa, drożdżówki, pączki, kołacze i ciasta, jak na piekarnio – cukiernię przystało….  Od grudnia 2021 r. „piekarnia u Sidorów” działa już w nowym budynku. Aktualnie (w lipcu 2023 r.) wyburzono dawny budynek piekarni i „totolotka”, w którym przed laty działał także zakład fotograficzny Talarków i żydowska koszerna jatka. O postępie prac budowlanych informuje współwłaścicielka piekarni, pani Bogumiła Sidor.

Obecnie zakończono wyburzanie budynku, w której dawniej mieliśmy piekarnię i działał „toto-lotek”. Aby nasz zakład działał cały czas, działalność piekarniczą przenieśliśmy do nowego obiektu tuż obok. Zgodnie z wydanym pozwoleniem na wyburzenie dawnego budynku cukierni z końca XIX w., zobowiązałam się, by w miejscu zburzonego obiektu odtworzyć nowy, taki sam. Nad całością prac czuwa oczywiście konserwator zabytków, nowy obiekt będzie zatem architektonicznie skomponowany z wybudowanym ostatnio budynkiem, do której przenieśliśmy piekarnię w grudniu 2021 r. 

– mówi pani Bogumiła Sidor. 

Z miejscem tym wiąże się wiele wątków historycznych.

O historii tego miejsca na styku ulic Bocheńskiej i Łapanowskiej na mapie Gdowa ale także i o pysznych kołaczach i zakładzie fotograficznym i nie tylko pisze Piotr Gumułka w „Kronice Gdowa…”. 

Tak zakończyliśmy zapoznawanie się z przeszłością ulicy Bocheńskiej – i przechodzimy na ulicę Łapanowską.

 

ULICA ŁAPANOWSKA

 

Początkowo wlot ulicy Łapanowskiej do Rynku nosił bliższe określenie „Pod Wikaryjkę”, „Z Górki pod Górkę”. Określenia te odpowiadały położeniu ulicy, która w tym miejscu miała bystry i krótki spadek w dół i robiła wrażenie wąwozu. Oba brzegi wąwozu ujęte były kamieniami szarpanymi. Bystrość ta jeszcze dobitniej wystąpiła, kiedy okupant zakręt ulicy Wielickiej na Bocheńską przebudował witrażowo. W zimie zjazd z Górki był bardzo niebezpieczny, ale za to dla saneczkowiczów doskonałym torem do zjazdu. (…)

Zachodni brzeg wąwozu był ścianą oporową dla cmentarza kościelnego, wschodni natomiast urwiskiem z parceli moich przodków, nosił ściślejszą nazwę „na Brzegu” – stąd przy Gumułkach, pochodzących z tego gniazd – dodawają do dziś jeszcze przyczepek: „Gumułka z Brzegu” albo „na Brzegu”… My, Gumułkowie – nie gniewamy się na to!.

Dziś to wszystko należy do przeszłości. Kto tego nie widział, nie zobaczy już nigdy. Zarząd Drogowy w Bochni, przebudowując w roku 1963 odcinek drogi od miasta na Rabie do Rynku – wąwóz zasypał, omalże równo ze skarpami. (…)

 

Dom „na Brzegu”

Po tym wprowadzajacym wstępie spójrzmy w lewo. Cała parcela – od Rynku, aż do domu Bombla, a od tyłu granicząca z dawnym ogrodem Lofeholza – należała niegdyż do mego dziada: Tomasza Gumułki.

 

Dziś stoją na niej: kamienica Kleimanów, dom Stasiaków, dwa domy Anny i Jana Gumułków, różne zabudowania gospodarcze i ogrody.

 

Na miejcu dzisiejszej kamienicy Kleimanów dawno stał duży dwustronny dom, w którym pradziad i dziad sprzedawali sól i wypiekali słynne tu kołaczyki. Kołaczyki dziś wobec innych ciastek i frykasów wydają się śmiesznością, ale 60-80 lat wstecz były rarytasem! Żaden odpust, jarmark czy święto nie obeszły się bez nich. Takie miały wzięcie i pokup, że w Gdowie trudniło się ich wypiekiem kilka rodzin. Wszyscy domownicy, jak opowiadali mi w domu, objuczeni koszami jak wielbłądy bagażem, odwiedzali pieszo okoliczne parafie i miasteczka, odpusty i jarmarki – czasem dzień po dniu, gdzie sprzedawali ten specjał. Gdów był tak z tego słynny, że jak niedawno lisiecka, czy tuchowska kiełbasa – sprzedawano je zwykle parami, od 2 do 5 centów austriackiej waluty.

Ale cóż z tego; mimo znośnego zarobku musiano spredać pół parceli Żydom. (…) Stary Josek Liebenheimer, czy też jego ojciec – objawili chęć kupna frontu parceli wraz z domem. Doszło do zgody i dziad mój pozbył się połowy parceli frontowej, na której Liebenheimer wystawił dzisiejszą kamienicę i założył piekarnię. Dziad poszedł mieszkać do syna (mego ojca), który poniżej na Brzegu – wystawił swój własny dom…

 

Przy tej okazji dokończę jeszcze o tej kamienicy: Oprócz piekarni i sklepu z pieczywem – był tu także sklep żydowski.Wolfa Reicha z przyborami szewskimi. Reichowie pewnej ostrej zimy (ok. 1928 r. ) zatruli się czadem z pieca i zamarzli na łóżkach, bo nikt do nich przez parę dni nie zajrzał. W dzisiejszym sklepie Woźniaka – rzeźnik Mendel Windholz miał bardzo długo wyrąb mięsa. Z chwilą wyjazdu z Gdowa rodziny Liebenheinerów – kamienicę kupił rzeźnik J. Kleinman, i też tu miał handel mięsem. piekarnia stała długo nieczynna, lokal niewykorzytany, bo w myśl przepisów Talmudu „Żydom nie wolno burzyć pieców chlebowych, ani wycinać owocujących drzew”. W roku 1925 lokal piekarni wydzierżawiła Poczta. Po okupacji mieszczą się tu różne sklepy, piekarnia Woźniaka i Zakład Fotograficzny Talarkowej. Tyle o tej kamienicy”

– napisał Piotr Gumułka. Dla przyszłych pokoleń opisał także ówczesny wygląd terenu.

Parcela ta, podobnie jak inne przy Rynku, zaczynała się równo, płasko, po czym opadała, a przy domu Bombla kończyła się dużym głębokim stawem, który zaliczął się do różańca stawów dworkich, browarskich, księżych i dalej żydowskich – aż do łąk na Podewsiu

– dodaje.

O samym stawie i o „siwej kobyle” straszącej nocą także wspomniała autor. Lekturę tej części kroniki polecamy każdemu, podobnie zresztą jak całej „kroniki”, która jest wspaniałym obrazem Gdowa przez wiek XVIII i XIX – do lat 60-tych XX wieku z opowieści, zapisków, dokumentów i not historycznych przez Piotra Gumułkę spisana. 

O historii tego miejsca pisze także Franciszek Daniel w Strażnikach Czasu:

Front budynku z charakterystycznymi wnękami szczytowymi w kształcie tablic dekalogu nie był piekarnią. Mieściła się ona (i nadal się mieści) w jego tylnej części. Z przodu budynku, na dole były sklepy spożywcze, natomiast piętro z charakterystycznym balkonem zajmowało mieszkanie, zamienione po wojnie w znaną w okolicy pracownię fotograficzną. Z balkonu swojej pracowni pani Talarkowa wykonała wiele cennych zdjęć, dokumentujących ważne wydarzenia w centrum Gdowa. Z tyłu kamienicy, w ogrodzie znajdowały się wielkie, chłodne, kamienne lochy, w których na wiosnę gromadzono bryły lodu. Z prawej strony piekarni, w przybudówce, gdzie dzisiaj jest Toto-lotek, przed wojną była znana na całą okolicę żydowska koszerna jatka, zaopatrywująca okoliczne kahały. (Wirtualny Sztetl pisze: „W Wiśniowej nie było koszernej jatki. Żydzi kupowali mięso z rzeźni miejskiej w Dobczycach. Gdy w 1937 r. władze administracyjne chciały zamknąć dobczycką jatkę, społeczność żydowska Wiśniowej zaprotestowała przeciwko temu. Transport mięsa z Gdowa nie wpływałby korzystnie na jego jakość”.) Właściciel kamienicy Józef Kleinmann nie prowadził istniejącej w niej piekarni, ale zajmował się handlem mięsem, owoców i warzyw. W czasie Holocaustu, młody Kleinmann – dentysta, był ukrywany przez p. Marysię Stasiakówną.

Wiele cennych informacji o osobach związanych z tym miejscem można znaleźć w „Gdów – dawniej i dziś” Romana Markota. 

W 1886 r. Tomasz Gumułka sprzedał leżącą w południowej stronie rynku, narożną parcelę budowlaną nr 48 małżeństwu Liebenheimerów – Józefowi i Amalii z Beckmanów. Oni w tym miejscu, jeszcze przed 1899 r. wybudowali istniejący do dzisiaj dom pod nr 57 (opisywany w wątku budynek).
Liczna rodzina Liebenheimerów co najmniej od połowy XIX wieku była osiedlona w Gdowie i posiadała sporo nieruchomości. Józef Liebenheimer urodził się w 1848 r. Był wieloletnim radnym we władzach Gminy Gdów. 29 sierpnia 1871 r poślubił 19-letnią Amalię Beckman. 8 stycznia 1878 r. urodziła im się córka Tauba, później urodził im się syn Schulem. Amalia Liebenheimer zmarła w 1919 r, natomiast nieznane jest miejsce i data śmierci Józefa. Żył jeszcze w 1929 r. kiedy to sprzedał łąkę w Gdowie, parcelę nr 593 Anieli i Andrzejowi Kurnikom z Bilczyc. Tauba Liebenheimer 2 października 1907 r, wyszła za Hirscha Lehrfelda z Gdowa. 15 lipca 1910 r. urodziły im się bliźnięta Szymon i Lieb. Obaj chłopcy chodzili do polskiej szkoły w Gdowie. 18 września 1918 r. Tauba Liebenheimer, ponownie wyszła za mąż w Wieliczce, ale nie wiadomo za kogo. Schulem Liebenheimer w 1921 r. poślubił Dobe. W 1913 r. narożną nieruchomość zakupiło od Liebenheimerów małżeństwo Kleinmannów – Józef i Anna z Landwirthów. Ich dzieci urodziły się w Gdowie i wszystkie uczęszczały do polskiej szkoły. 6 października 1904 r. urodził się Eryasz, 5 września 1906 r. Eliasz, 23 grudnia 1908 r. Jakub, 8 lutego 1912 r. Sali, 16 grudnia 1915 r. Chaim (Henryk), który uratował się od zagłady hitlerowskiej. Józef Kleinmann był rzeźnikiem, zmarł w 1937 r. W tylnej części budynku, przed wybuchem wojny mieściła się poczta polska. Jesienią 1942 r, zaraz po eksterminacji Żydów budynek zajęli okupanci. Mieszkali na piętrze natomiast na parterze było kasyno z bufetem, stołówka z kuchnią dla przebywających w Gdowie i okolicy Niemców a także dla miejscowych. Podawano w nim posiłki, które przyrządzały zatrudnione miejscowe kobiety. Popołudniami i w święta serwowano także piwo, przywożone w 25-cio lub 50-cio litrowych beczkach (halbach) z pobliskiej rozlewni Jana Sobczyka, prowadzonej przez jego szwagra Stefana Bujaka. Kierownikiem kasyna był mieszkający na pietrze Niemiec o nazwisku Schyn, który dozorował prace w niezdowskim kamieniołomie, przygotowującym kamień na budowę drogi z Trąbek do Niegowici. W kasynie pracował kilkunastoletni Jan Bądek z Bilczyc-Rud, który był zaopatrzeniowcem, sprzątającym pokoje, palił też w piecach. W sezonie opałowym 1943/44 dowoził węgiel z piwnicy Domu Katolickiego Zorza…. 

– pisze Roman Markot. 

A ponieważ Zorza to już zupełnie inny temat… na tym krótką  lekcję historii zakończyć należy. O postępach prac budowalnych w okolicy „piekarni Sidorów” w centrum Gdowa będziemy informować na naszym portalu. 

Foto: MójGdów.pl

 

Foto: archiwum pryw. Romana Markota / Podziel się historią.

Źródło:

  • Piotr Gumułka „Kronika Gdowa przez wiek XVIII i XIX – do lat 60-tych XX wieku z opowieści, zapisków, dokumentów i not historycznych spisana”, Wydawnictwo Art Connection, Kraków 2015, str. 487-490. 
  • Roman Markot i Franciszek Daniel / www.straznicy czasu.pl .

Autor: Redaktor3

Udostępnij post na: