„Strażakiem trzeba się urodzić’- zapraszamy na rozmowę z przedstawicielami jednostki Ochotniczej Straży Pożarnej w Winiarach

Zapraszamy na rozmowę z przedstawicielami jednostki Ochotniczej Straży Pożarnej w Winiarach: Panem Jerzym Bukowskim, Ryszardem Łanoszką i Krzysztofem Jarosiem.

MG: Proszę opowiedzieć naszym Czytelnikom o Waszej jednostce.

: Przyjmuje się, że nasza jednostka powstała w 1928, jednak wszystko wskazuje, że ochotnicza straż pożarna w Winiarach działała już wcześniej. Pierwszy budynek straży datowany jest na 1928, więc z dużą dozą prawdopodobieństwa można przyjąć, że straż już wtedy była. Na pewno nikt nie dał strażakom-ochotnikom budynku w chwili zawiązania się OSP. Obecnie naszą bazą są  ponad 100-letnie budynki po szkole,  które ciągle wymagają remontów. Czynimy starania o budowę nowego garażu.

Obecnie w OSP jest 50 osób i 13 w Młodzieżowej Drużynie Pożarniczej. 5 osób to członkowie honorowi OSP, reszta to strażacy czynni na potrzeby Związku OSP RP, natomiast na potrzeby działań ratowniczo-gaśniczych jest nas mniej. 26 osób ma skończone szkolenie i aktualne badania lekarskie, czyli są to druhowie czynni gotowi do akcji. Muszę nadmienić, że wg mnie system szkolenia dla nas ochotników jest co najmniej niewłaściwy, źle skonstruowany,  jest jednolity a powinien być modułowy  przez co byłby łatwiejszy do zrealizowania. W straży jest więcej mężczyzn, ale oczywiście są też panie. Podobnie jest w młodzieżówce, jest to grupa mieszana. I tak jak sama nazwa wskazuje, jesteśmy ochotnikami. Działamy inaczej niż PSP, nie siedzimy w remizie i nie czekamy na sygnał, tylko kiedy dostajemy wezwanie, zostawiamy nasze domowe obowiązki czy przerywamy odpoczynek i jedziemy pomagać. Niestety w Polsce nie jest respektowane prawo pracy, które teoretycznie pozwala nam na dzień wolnego od pracy zawodowej z prawem do wynagrodzenia, jeśli wcześniej (w godzinach wieczornych)  uczestniczyliśmy w działaniach ratowniczych trwających min 6 godzin. Niestety w praktyce wygląda to tak, że możemy wziąć dzień urlopu, jeśli chcemy. Do rzadkości też należą sytuacje, w których  pracodawca pozwala, aby strażacy -ochotnicy wyszli z pracy kiedy jest alarm. Dzieje się tak, ponieważ pracodawcy nie mają od państwa wsparcia w tym zakresie, brakuje uregulowań.

MG: Niedawno odbyło się zebranie, na którym wybieraliście nowy zarząd. Co się zmieniło?

JB: Najważniejsza zmiana nastąpiła na stanowisku naczelnika. Po 31 latach w funkcji naczelnika, i 44 latach służby druh Ryszard Łanoszka oddał pałeczkę młodszemu Koledze, Krzysztofowi Jarosiowi.  Ta zmiana pociągnęła za sobą kolejną, pracę z MDP po Krzyśku przejął Tomasz Włoch. Zmiana naczelnika była najważniejsza, oprócz tego trochę zmieniło się w naszych komisjach.

MG: Od razu zgodził się Pan, aby zostać nowym naczelnikiem?

KJ: Nie, musiało chwilę potrwać, aby do mnie dotarło co się wydarzyło, z czym będą musiał się zmierzyć. Miałem obawy czy dam radę, wiem, jak dużo jest dodatkowej pracy, choćby dokumentów do ogarnięcia.  Jednak koledzy mnie zapewnili o swoim wsparciu, dostałem zapewnienie, że nie zostanę z tym sam, że dotychczasowy naczelnik będzie mi pomagał i doradzał. Postanowiłem podjąć wyzwanie, mam nadzieję, że nie zawiodę.

JB: Śmieję się, że teraz mamy najmłodszego naczelnika w rejonie, z pewnością w gminie. Ale wierzę, że da radę.

MG: Wróćmy jeszcze do Młodzieżowej Drużyny Pożarniczej. Co dzieci robią na tych zbiórkach?

KJ: Tak jak kolega wspomniał mamy w tej chwili 13 osób w MDP. Dzieci przychodzą do nas w różnym wieku, od 7 lat i często zostają do 18 roku życia, kiedy mogą już wstąpić do OSP. W tym roku 3 osoby z MDP przeszły do OSP.  Organizujemy im zbiórki, oczywiście mówimy tu o normalnych warunkach, nie pandemicznych, chcemy dzieciom w łatwy i prosty sposób przekazać konkretną wiedzę. Poprzez zabawę staramy się pokazać działania, budowę sprzętu, chcemy im wytłumaczy do czego służy i w jakich sytuacjach danej rzeczy się używa. Ponadto prowadzimy zajęcia z pierwszej pomocy, uczymy obsługi defibrylatora, oczywiście tak, aby było zawsze bezpiecznie. Stawiamy na praktykę, na zapoznanie się z tym, z czym potem w OSP pracujemy. Mamy samochody, które są na ćwiczenia i pokazy, takie do zniszczenia, więc możemy im pokazać „na żywo” jak np. wygląda rozcięcie samochodu, aby wyciągnąć osobę poszkodowaną. Później ci młodzi ludzie wstępują do OSP naprawdę świadomi z czym wiąże się ta służba. Przedstawiciele MDP biorą udział z nami w pokazach strażackich jakie urządzamy w czasie Dnia Dziecka, który organizujemy wspólnie ze szkołą i innymi organizacjami. Tutaj ochotnicy z młodzieżówki mogą zaprezentować swoje umiejętności przed kolegami ze szkoły. Co roku staramy się pokazać inne akcje, np. jak ugasić pożar, czy jak wyciągnąć rannego z zakleszczonego samochodu. To ważne, aby do straży ściągać nowe osoby, aby była kontynuacja naszych działań. Cieszy fakt, jak przychodzą na zbiórkę, i mówią, że w szkole była lekcja z pierwszej pomocy, a oni znali odpowiedzi na wszystkie pytania.

MG: Czy w OSP Winiary są rodziny strażackie?

JB: Oczywiście, bardzo dużo mamy osób, których ojcowie czy dziadkowie służyli w OSP. Mamy nawet małżeństwa strażackie, a w MDP często są dzieci naszych strażaków.

MG: Jakie są możliwości realizowania się jako strażak ochotnik?

JB: Być strażakiem to zaszczyt i chluba, ale też poświęcenie swojego czasu. Nie ma co ukrywać, że to wpływa na nasze życie rodzinne. Nasze drugie „połówki” wykazują się naprawdę zrozumieniem, cierpliwością i wyrozumiałością. W straży trzeba być wszystkim po trochę, i jak mama i jak tata, czasem pochwalić, czasem skarcić, a często doradzić coś, podnieść kogoś na duchu. Zawsze mówię, że strażakiem trzeba się urodzić. Realizować się można zarówno w udziale w akcjach jak i przy organizacji różnych przedsięwzięć społecznych. Jeśli chodzi o akcje najczęściej jedziemy do pożarów, wypadków drogowych, miejscowych zagrożeń jak zerwane dachy, powalone drzewa, podtopienia, ale też wzywani jesteśmy np. do uwięzionych zwierząt. Mamy w naszej jednostce przeszkolone osoby m.in do walki z szerszeniami czy do łapania gadów.

MG: Które akcje są dla Was najtrudniejsze?

RŁ: Bardzo trudne są akcje długotrwające, wymagające dużych zasobów ludzkich. Również te gdzie trzeba podejmować trudne decyzje w krótkim czasie.

JB: Ciężko jest tam, gdzie jest człowiek w niebezpieczeństwie, bo w grę wchodzą emocje, które musimy trzymać na wodzy. Zawsze muszą być zachowane procedury, jest ustalona kolejność wykonywania czynności, i o tym nawet w wielkim stresie musimy pamiętać. Często trzeba mieć naprawdę stalowe nerwy. Niestety, ale tam gdzie my jesteśmy wzywani, to zazwyczaj są ludzkie tragedie. Bardzo stresujące są momenty kiedy życie ludzkie jest zagrożone, i nie ważne czy jest to wezwanie do próby samobójczej, ludzi uwięzionych w pożarze czy w zakleszczonym samochodzie. Trzeba w każdym wypadku wykazać się nie tylko odwagą, opanowaniem, ale też być niezłym psychologiem, aby umieć dotrzeć do tych osób. Pamiętam jak w czasie powodzi, gdzie było zagrożone życie ludzkie, była Pani, która za nic nie chciała opuścić swojego domu. My musieliśmy ratować ludzi, ale też trzeba było zrozumieć jej postawę i obawę wyjścia z domu, do którego nie wiedziała czy jeszcze wróci.

MG: Wspomnieliście, że działania OSP to nie tylko pożary i wypadki, ale też praca na rzecz społeczności lokalnej. W jakich wydarzeniach bierzecie udział?

JB: Współpracujemy z Radą Sołecką, KGW, szkołą, parafią. Strażacy są obecni na wszystkich ważnych wydarzeniach kościelnych, uczestniczymy w procesjach, mamy wartę przy Grobie Pańskim. Ze szkołą co roku organizujemy Dzień Dziecka, o którym już wspominaliśmy, gdzie przeprowadzamy pokazy strażackie. Ponadto co roku organizowany był Dzień Kobiet, no i kolęda. Na przełomie roku odwiedzaliśmy mieszkańców Winiar i Huciska z kalendarzami. Niestety od marca 2020 pandemia nam to wszystko odebrała.

RŁ: Pandemia zabrała nam także możliwość spotkań w remizie, i tych towarzyskich, żeby na spokojnie, porozmawiać przy kawie, wyczyścić sprzęt, ale też przerwała szkolenia, spotkania młodzieżówki i wszystkie imprezy, w których jako współorganizatorzy braliśmy udział. Najbardziej odczuwamy brak szkoleń. Oczywiście nie mogło być mowy też o wspólnym świętowaniu jubileuszy innych jednostek czy obchodach Gminnego Dnia Strażaka. Mamy nadzieję, że niedługo będziemy mogli znów zacząć działać także w tym obszarze, że znów ruszą tak ważne dla nas szkolenia.

MG: Powiedzieliście, że pandemia wiele Wam odebrała, ale czy doszły w związku z nią nowe obowiązki i zadania?

RŁ: Pandemia zmieniła bardzo wiele, choćby to, że jadąc na akcje musimy działać w reżimie sanitarnym. Nigdy nie wiadomo czy pomagamy osobie zdrowej czy zakażonej, musimy więc dbać też o nasze bezpieczeństwo, zatem maseczki, rękawiczki, dezynfekcja, a tam gdzie to możliwe dystans. Z pandemią na pewno związane są też nowe obowiązki jak dezynfekcja przestrzeni publicznej, m.in. przystanków, placów zabaw, okolic kościołów, czy nadawanie komunikatów z samochodu i roznoszenie ulotek informacyjnych. Teraz włączamy się w pomoc przy transporcie osób starszych i chorych, którzy nie mają możliwości, aby rodzina ich zabrała na szczepienie. Decyzje podejmowane są na samej górze, np. te, że OSP włącza się w działania związane z zwalczaniem epidemii, nikt nas nie pytał co o tym myślimy. To kolejny przykład na to, że nasza praca, mimo, że na zasadzie ochotników, to służba. Nie wybieramy co chcemy, a czego nie chcemy robić.

MG: Jak układa się współpraca z zaprzyjaźnioną jednostką straży z Niemiec?

KJ: Ze strażą z Laupheim mamy kontakt już od roku 2004 i musimy powiedzieć, że jest to bardzo owocna współpraca. Wpierają nas sprzętem, który u nich zostaje wycofany ze służby, a u nas spokojnie jeszcze może posłużyć, choćby w czasie szkoleń i ćwiczeń, ale nie tylko. Pozyskaliśmy samochody, których u nas w jednostce już nie ma, ale ciągle służą w innych jednostkach na terenie naszej gminy. Odwiedzając ich, widzimy jak działają, jak wygląda ich praca. Ciężko wszystko porównywać, bo w Niemczech inaczej jest zorganizowany cały system ochotniczych i państwowej straży pożarnej. Strażacy ochotnicy są tam zdecydowanie bardziej wspierani przez państwo niż w Polsce.

JB: Warto dodać, że nie tylko z Laupheim pozyskaliśmy samochód. Sami próbujemy przez nasze kontakty dowiadywać się gdzie będzie możliwość pozyskania auta czy sprzętu, rozmawiamy, dogadujemy się. Czasem udaje się pozyskać całkiem dobre samochody za kilkadziesiąt tysięcy, a na nowy trzeba by wydać kilkaset tysięcy. A przecież te samochody są nadal w bardzo dobrym stanie i spokojnie możemy nimi jeździć na akcje.

MG: Niedawno skończyliście remont remizy. Co udało się zrobić?

RŁ: Tak naprawdę remont odbywał się partiami. Część wyremontowaliśmy w 2013 i  2016 przy wsparciu Gminy i Urzędu Marszałkowskiego. W marcu  tego roku wyrównaliśmy i wymalowaliśmy ściany, zrobiliśmy  nowe  sufity. Lampy zostały, bo są stosunkowo nowe, zostały zakupione z nagrody jaką wieś Winiary wygrała w konkursie „witaczy” kilka lat temu. Zrobiliśmy ten remont za własne fundusze i częściowo własną pracą, za co dziękuję wszystkim zaangażowanym druhom.

MG: Czy chcieliby Panowie przekazać coś czytelnikom, mieszkańcom za pośrednictwem naszego portalu?

JB: Przede wszystkim chcemy podziękować mieszkańcom Winiar i Huciska, miejscowości w których działamy,  za to że doceniają naszą pracę i nasz trud. Dają temu wyraz i w prywatnych rozmowach i wspierając naszą działalność przekazując datki za kalendarze i przy wspomnianej kolędzie. To dla nas ważne wsparcie, gdyż nie wszystko co potrzebujemy do naszej działalności możemy zakupić ze środków jakie otrzymujemy z naszej Gminy czy ze środków  MSWIA dla KSRG, potrzeb jest znacznie więcej. Dziękujemy za wsparcie mentalne i finansowe.

KJ: Zapraszamy na naszą stronę FB, gdzie informujemy o naszych działaniach. Kiedy nie możemy się z wami spotkać osobiście, właśnie za pomocą naszego facebooka przekazujemy wiadomości czy strażackie życzenia.

 

zdj. archiwalne OSP Winiary; Mój Gdów

Autor: admin

Udostępnij post na:

Skip to content