Przystanek nad Rabą- rozmowa z właścicielką restauracji Szałas

Dziś wędrujemy do Gdowa nad Rabę. W naszej kulinarnej podróży zatrzymujemy się w Szałasie, tuż obok Babiego Lata. Zapraszamy na rozmowę z Panią Lucyną Sendur, właścicielką restauracji.

MG: Szałas to chyba najstarsza restauracja w naszej gminie?

LS: Chyba tak. Jesteśmy tu od 1990 roku. Budynek był zapewne wcześniej, ale Szałas powstał 26 lat temu.

MG: Jakie były początki Państwa przygody z gastronomią?

LS: Właśnie w 1990 dowiedzieliśmy się, że jest lokal do wynajęcia, wtedy mówiło się, że wzięliśmy go w ajencję. Po namyśle i rozmowach z moim tatą, który także był restauratorem, zdecydowaliśmy na rozpoczęcie własnej działalności. Mój tata prowadził restaurację w Łapanowie, później w Krakowie, w kilku miejscach, i fakt, że od zawsze „plątałam” się po tych restauracjach z tatą, wpłynęło także na naszą decyzję. Można powiedzieć, że weszło mi to w krew.

MG: Kto jest Państwa klientem?

LS: Przede wszystkim są to osoby przejezdne i przyjezdne. Na pewno nasze położenie decyduje o tym, kto nas odwiedza: jesteśmy tuż przy drodze wojewódzkiej, a przy tym nad samą Rabą. W związku z tym widać sezonowość. Najwięcej klientów mamy w porze wakacyjnej i w weekendy. Często do nas przyjeżdżają osoby z Krakowa. Część z nich jest z nami od samego początku. Niektórzy wracają na swoje ulubione dania. Oczywiście przychodzą też mieszkańcy z terenu naszej gminy, jednak jest to mniejsza grupa niż przyjezdnych. Nasze miejsce jest także atrakcyjne dla osób z małymi dziećmi. Przygotowaliśmy kącik dla najmłodszych, a na zewnątrz plac zabaw i duży ogród, gdzie dzieci mogą swobodnie pobiegać. Wśród naszych klientów jest też grupa, która korzysta z cateringu. Jedzenie można zamówić i odebrać o dogodnej porze dnia, lub przy większych zamówieniach jest możliwość dowozu.

MG: Czy przez te 26 lat bardzo zmieniło się Wasze menu?

LS: Generalnie nie, na pewno się rozrosło. Ale cały czas opieramy się na polskiej, tradycyjnej kuchni. Oczywiście wprowadzamy do menu dodatki sezonowe, czasem nowe dania. Ale są też takie, które były od początku. Myślę, że gdybyśmy nagle zmieli nasze menu na coś całkiem nowego, część stałych gości byłaby zawiedziona. Niektórzy mają swoje ulubione pozycje w karcie i zawsze je zamawiają.

MG: Stosunkowo niedawno otworzyli Państwo drugi lokal, Babie Lato. Jakie trzeba mieć predyspozycje i umiejętności, aby odnieść sukces w tej branży?

LS: Na pewno trzeba mieć tzw. smykałkę do tego typu interesów. Nie jest to łatwy kawałek chleba, czasem jest ciężko, trzeba cały czas dbać, aby być na odpowiednim poziomie, aby jedzenie było zawsze smaczne. Ważny jest też dobór ludzi, z którymi się pracuje. Nasza działalność jest biznesem rodzinnym, poza mną z mężem pracują z nami nasze dzieci ze swymi współmałżonkami. Także ekipa w kuchni jest w miarę stała. Osoby tam pracujące są z nami już kilkanaście lat.

MG: Babie Lato znacznie różni się od Szałasu.  Jaką ma ofertę?

LS: Babie Lato to miejsce stworzone z myślą o imprezach zorganizowanych. Przede wszystkim odbywają się tam wesela. Jest też część hotelowa, którą udostępniamy gościom weselnym, bądź grupom zorganizowanym. Poza weselami oferujemy przygotowanie innych przyjęć okolicznościowych jak chrzciny, komunie, zjazdy absolwentów, konferencje biznesowe, ale też organizujemy zabawy sylwestrowe.

MG: Bardzo dziękuję za rozmowę. Życzę jak najwięcej zadowolonych klientów.

LS: Dziękuję, i zapraszamy wszystkich czytelników Mojego Gdowa do Szałasu i skorzystania z oferty Babiego Lata.

[Not a valid template]

zdjęcia: Szałas- Piotr Okoń

               Babie Lato-www.babielato-gdow.pl

Autor: admin

Udostępnij post na:

Skip to content