Przygoda życia w dworze w Hucisku- rozmowa z Agnieszką Rozwadowską

Zapraszamy na rozmowę z Panią Agnieszką Rozwadowską, właścicielką dworu w Hucisku.

Czym się Państwo zajmują na co dzień? Proszę nam opowiedzieć o historii dworu i co skłoniło Państwa do zakupu nieruchomości? 

AGNIESZKA ROZWADOWSKA: Zawodowo byłam tłumaczem przysięgłym języka francuskiego. Mój mąż, Piotr, jest menedżerem w amerykańskiej firmie i pracuje na rzecz energetyki w Bielsku – Białej, gdzie wcześniej mieszkaliśmy przez 28 lat. Do Huciska przyjeżdża na weekendy. 

Zawsze podobały nam się miejsca związane z historią, a to właśnie takie jest, stanowi piękny element tradycyjnego polskiego krajobrazu. Dawniej dwór należał do rodziny Lipowskich pochodzącej z Moraw, którzy byli właścicielami większości okolicznych wsi np. Kunic i Winiar. Ostatni właściciel Stefan Lipowski mieszkał tu do 2004 r. Stefan Lipowski był dalekim kuzynem mojej mamy, chodził do szkoły we Lwowie z moim wujem Jasiem, bratem mamy. Mama wuja Stefana, ciocia Marylka Lipowska była częstym gościem mojej babci w Krakowie. Takie są moje związki z rodziną Lipowskich. Hucisko było nam więc znane rodzinnie, kilka razy byłam tu za młodych lat. Przyjechaliśmy tu z mężem, jak już nikt nie mieszkał we dworze i wtedy to miejsce nas zauroczyło, zachwyciliśmy się zarówno domem, jak i okolicą, w której jest położony.

Do dworu prowadzi aleja lipowa z pięknymi okazami starych drzew. Przy samym dworze stoją dwa około dwustuletnie dęby, które są jego wielką ozdobą i które bardzo pielęgnujemy. Są też stare klony i jesiony. Dom otacza 3 hektarowy park.  Dwór kupiliśmy w 2010 r. Uznaliśmy, że w miarę naszych możliwości, uratujemy i odnowimy tę piękną część architektury dworskiej.  Początkowo sądziliśmy, że dom nie jest w złym stanie, ale szybko okazało się, że należy wykonać remont generalny.

Co się zmieniło w dworze?

AR: Zaczęliśmy  nietypowo, bo od remontu szopy, która obecnie jest miejscem na narzędzia ogrodnicze i garażem. Jej wygląd zewnętrzny zaprojektowali architekci – nasza córka i jej mąż.  W 2011 roku przyszła kolej na dwuletni intensywny remont, poprzedzony rocznymi pracami projektowymi. Całkowicie wymieniliśmy fundamenty i więźbę dachową, jedną ze ścian rozebraliśmy, a jedna sama uległa zawaleniu. Był taki moment, gdy dom nie miał dachu oraz dwóch ścian, które wyburzyliśmy. Z pierwotnej bryły dworu zostały tak naprawdę tylko mury, bo wymieniliśmy wszystkie instalacje i wyposażyliśmy go na nowo. Nie zastaliśmy w nim wielu mebli, a te które ocalały – odnowiliśmy. Zachowała się tylko część parkietu w salonie, którą przełożyliśmy do dwóch pokoi. Na czas remontu rozebraliśmy piece, a potem 4 złożyliśmy od nowa. Pozostałe elementy bardzo pieczołowicie odtworzyliśmy na wzór starych, czego przykładem są okna i drzwi wejściowe. Można śmiało powiedzieć, że to stary dom, który jest jak nowy. Niewątpliwie to ogromna zasługa wspaniałych, głównie lokalnych fachowców, którzy podjęli się tego zadania, jak choćby budowlańca pana Władysława Chorobika czy stolarza Marcina Hajduka, który odtworzył kilkadziesiąt drzwi i okien, zachowując oryginalne klamki i uchwyty. Dom został ocieplony, co było trudne, bo chcieliśmy zachować elementy starej elewacji i boniowanie. Dziś widzę, że decyzja o dobudowaniu od północnej strony tarasu była bardzo dobra, gdyż spędzamy na nim dużo czasu, szczególnie latem bardzo przyjemnie jest zjeść kolację na tarasie. Dom jest położony na pagórku, z tyłu jest pochyły teren. By łatwiej było się po nim poruszać, w parku zrobiliśmy ścieżki. Posadziliśmy też młode drzewa owocowe, tam gdzie był stary sad. Park także wymagał wiele pracy. Zasadziliśmy wiele krzewów i kwiatów.

Niewątpliwie najprzyjemniejsze było urządzanie domu, które także wymagało bardzo dużo pracy. Kolor ścian, zasłony, kafelki – wszystko to musieliśmy nawzajem do siebie dopasować, w czym pomogła nam świetna architekt wnętrz – pani Zofia Rostworowska. Ostatecznie zamieszkaliśmy we dworze w 2013 roku.

Dla kolejnych pokoleń udokumentowaliśmy poszczególne etapy remontu, jaki przeprowadziliśmy. Są zatem zdjęcia wraz z opisami prac, jest też księga naszych gości. Na ścianie wisi także drzewo genealogiczne rodziny baronów Lipowskich i archiwalne mapy Huciska z 1906 roku.

To jeden z mniejszych dworków w okolicy co i tak na dzisiejsze warunki jest dużym domem, bo na parterze obecnie jest 7 pokoi oraz kuchnia, a na piętrze 4 pokoje. Sufity są wysokie, ale jest na tyle przytulnie, że tego nie odczuwamy.

Mieszkanie w tym urokliwym miejscu jest bardzo przyjemne, ale utrzymanie go, a przede wszystkim ogrodu, wymaga dużo pracy. Za domem stoją skrzynie ogrodowe, w którym staram się uprawiać jarzyny. Prowadzę ciągłą walkę z sarnami, które zjadają moje uprawy. Poza tym są także ślimaki, które lubią jeść wszystko. Nie ma ogrodzenia, bo jego wykonanie na tak obszernym terenie jest trudne do realizacji. Dużo pracy wkładam w plewienie ścieżek. Sporego wysiłku wymaga także koszenie trawy wokół dworu i na łące, ale to wszystko rekompensuje widok pięknej przyrody i drzew oraz to, że to miejsce jest na uboczu odcięte od cywilizacji. To przyjemne uczucie, gdy wracamy z miasta do ciszy i spokoju. Okolica jest piękna, co docenił zapewne także Tadeusz Kantor, który przed laty zbudował dom 200 metrów powyżej dworu. Dziś rzeźba w postaci krzesła Kantora jest wizytówką Huciska. 

Czy ma Pani ulubione miejsce w tym domu?

AR: Latem najchętniej siadamy na trasie, a zimą przy kuchni opalanej drzewem. To bardzo przyjemne, gdy gotujemy na kuchni z ogniem, jak dawnej. Lubię gotować, robię przetwory na zimę – dżemy i przeciery pomidorowe. Sama wychowałam się na wsi, lubię więc wszystkie prace ogrodowe.  Moim ostatnim kulinarnym odkryciem jest dżem z czarnego bzu rosnącego w parku. Uwielbiam też zupy, a ze słodkich wypieków szarlotkę według przepisu z mojego domu rodzinnego.

Mamy 7 wnuków i bardzo lubimy, gdy do nas przyjeżdżają. Czeka tu na nich mnóstwo miejsca do zabawy, zarówno w domu, jak i na dworze, gdzie w czasie ostatnich wakacji zbudowali szałas.

Kiedy do nas przyjeżdżają dzieci wraz z wnukami  – wtedy dom się zapełnia, szczególnie w czasie świąt,  panuje wyjątkowa atmosfera.

Czy dwór służy tylko Państwu, czy udostępniacie go czasem na różne wydarzenia?

AR: Zawsze cieszymy się, gdy dwór jest wykorzystywany. Okazją do tego były wrześniowe warsztaty matematyczno – kulinarne w ramach Europejskich Dni Dziedzictwa organizowane przez fundację Plenerownia. Były grupy dzieci, które w piwnicach domu miały warsztaty oraz możliwość zobaczenia pamiątek znalezionych na strychu, jak choćby kilka starych skrzyń, czy starych narzędzi rolniczych zachowanych ze starego wyposażenia. Bardzo piękne są piwnice znajdujące się pod połową domu na skarpie. Powiesiliśmy w nich rysunki dworu namalowane przez dzieci w czasie półkolonii latem.

Bardzo dużo mieszkańców Huciska uczestniczy  w święceniu pokarmów w Wielką Sobotę, które odbywa się przed dworem, co bardzo sobie cenimy. Cieszymy się, że udało nam się zainicjować nabożeństwa majowe, które odbywają się przy kapliczce znajdującej się w alei lipowej. Już teraz zapraszamy wszystkich chętnych na kolejne, za rok w maju. To spory wysiłek, by dojść do kapliczki usytuowanej na górce, ale to w pewnym sensie także ofiara wiernych.

Zimą, w ramach Opłatka Maltańskiego organizujemy wigilię dla osób starszych i samotnych. Są tradycyjne życzenia a potem barszcz, ryba i ciasta. Wspólnie śpiewamy kolędy. Są też symboliczne prezenty pod choinką. Jest to bardzo przyjemna uroczystość zarówno dla nas, jak i zaproszonych mieszkańców Huciska. W organizacji Opłatka z udziałem Wójta Gminy, pani sołtys Huciska i księdza proboszcza z parafii Dziekanowice pomagają nam panie z KGW Hucisko, za co jesteśmy im bardzo wdzięczni.

 Jak się mieszka w Hucisku?

AR: Bardzo dobrze nam się tu mieszka, doceniamy też życzliwość sąsiadów. Lubimy wieś, choć mamy 7 km do najbliższych  sklepów, poczty, kościoła w Gdowie, wszędzie trzeba dojechać, ale coś za coś. W zamian za to jest cisza, piękne otoczenie i spokój.

Szczególnie pięknie jest tu wiosną, latem i jesienią. Zimą, oczywiście też, ale muszę się przyznać, że żeby nie wpaść w melancholię, czasami wyjeżdżam jednak do miasta.

Generalnie jednak uwielbiam to miejsce.  Mam nadzieję, że odnowiony dom będzie dalej wykorzystywany przez naszą rodzinę i jak najdłużej służył także lokalnej społeczności. Chciałabym, by nasza życiowa przygoda tu, w dworze w Hucisku, trwała jak najdłużej.

rozmawiała Maria Jelonek-Bankowicz

Autor: admin

Udostępnij post na:

Skip to content