Piękno wykute w metalu

Zapraszamy na rozmowę ze Sławomirem Wroną,  specjalistą od pięknych bram, ogrodzeń, balustrad i metaloplastyki.

 

MG: Zaczęło się od karoserii samochodowych, a skończyło na bramach, ogrodzeniach, kowalstwie, metaloplastyce… Jak do tego doszło, skąd taki pomysł na działalność. Znalazłeś lukę na rynku?

S.W.: To był taki msafe_imageoment, że motoryzacja przestała mnie interesować. Szukałem czegoś nowego, spodobało mi się właśnie to, nie myślałem, że jest jakaś luka na rynku, chociaż ona rzeczywiście przez jakiś czas była.

MG: Czy to było pójście w stronę własnych zainteresowań?

S.W.: O metaloplastyce myślałem od dłuższego czasu, a wtedy ktoś przyszedł do mnie i zapytał:  czy nie wiem, kto robi takie kute ogrodzenia jak gdzieś tam zobaczył. Obejrzałem i powiedziałem: chcesz to ci zrobimy… No i tak to
się zaczęło. To był rok 2001 czy 2002.

MG: Czyli praca, którą wykonujesz obecnie, wynikła z poszukiwań czegoś nowego w ramach Twoich zainteresowań, więc dziś możesz powiedzieć, że realizujesz swoją pasję?

S.W.: Podoba mi się to co robię. Lubię robić nowe rzeczy, wprowadzać nowe pomysły. Z czasem oczywiście one się powielają, ale zawsze można coś zmienić, dołożyć coś co akurat jest na czasie. Chwilowo stało się tak, że ta moja pasja została przytłoczona modą. Pojawiła się tendencja stosowania wzorów minimalistycznych, prostych, które nie dają wielkiej satysfakcji twórczej. Każdy to potrafi zrobić. Powstają rzeczy estetyczne wizualnie, ale nie są takie twórcze dla kogoś, kto lubi się bawić metalem, kowalstwem. Staramy się jednak robić to ładnie, klienci są zadowoleni.

MG: Jak powstają pomysły, projekty, korzystasz z jakichś wzorów?

S.W.: Ogrodzenia, metaloplastyka, to nie są nowe rzeczy. Wzorów jest mnóstwo, powstałych nawet setki lat temu. Są inspiracją, a tworzy się swoje w oparciu o to co się widziało, dopasowuje się do potrzeb, czasów, mody. Są pewne rzeczy, o których w dużej mierze można powiedzieć, żeśmy je wymyślili, ale też nie mam pewności, czy ktoś kiedyś gdzieś tego nie zrobił.Przez pryzmat własnego spojrzenia powstają projekty, które są subiektywną wizją wcześniej widzianych rzeczy. I to chyba na tym polegało, że ja zaczynałem nie będąc ślusarzem, przez co miałem zupełnie inne spojrzenie, niż ktoś kto się w tym kierunku uczył. Kiedy porównuję swoje prace do prac ludzi, którzy się tym kierunku przygotowywali – widzę te różnice, chociaż to też nie jest reguła.

MG: A jaki jest styl Twoich prac, tradycyjny czy nowoczesny? Czy nowoczesny wypiera tradycyjny?

S.W.: W tej chwili zdecydowanie wypiera, chociaż tradycyjne wzory też robimy. Te nowoczesne ogrodzenia czy balustrady weszły jakieś trzy, cztery lata temu.

MG: Jak mówimy o nowoczesnych, masz na myśli zapewne prostotę i minimalizm, ale przecież za chwilę nowoczesne może oznaczać skomplikowane i bogate…

S.W.: Dokładnie. Są różni klienci, a my jesteśmy znani z tego, że elementy kute i kowalskie po prostu robimy i mamy takich zleceń dość sporo.

MG: Czasem klient ma inne wyobrażenie o tym, co jest proste a co skomplikowane?

S.W.: Tak, kiedy na przykład zamawia coś jego zdaniem prostego, nieskomplikowanego i mówi: „mogą być winogrona”, a tam – liście, kiście, łodygi i pnącza. Winogrona są popularną formą i robimy ich mnóstwo.

MG: Czy ktoś Ci pomaga w projektowaniu?

S.W.: O tak, od samego początku moja żona Lidka, która więcej rzeczy wymyśliła niż ja przez ten cały czas. Ona rysuje, wymyśla, później uzgadniamy wspólnie wizję ostateczną.

MG: Jaka wasza praca jest najciekawsza?

S.W.: Ostatnio zrobiliśmy krzyż na wieżę kościoła w Bodzanowie. Na ten moment jest to najciekawsza praca. Jest to duży krzyż, mający 4,5 m wysokości. Cieszę się z tego, bo taką rzecz robi się może raz w życiu. Wykonaliśmy też metaloplastykę do kościoła w Niegowici: okna, drzwi, gabloty, do kaplicy na cmentarzu w Gdowie również okna i drzwi. Takie rzeczy cieszą. Idziesz na cmentarz i widzisz, że to tam jest. Robiliśmy też gablotę dla Centrum Kultury w Gdowie.

MG: Jaka była najbardziej nietypowa realizacja lub taka, która Ci najbardziej „dała popalić”?

S.W.: Wiele rzeczy jest trudnych, z którymi się człowiek męczy i pracownicy się męczą, żeby to jakoś wyszło, ale to nie to „daje popalić”. Popalić dają krótkie terminy realizacji, wymagania klientów, żeby coś jednak było szybko i tutaj jest zawsze stres.

MG: Czy waszymi klientami są głównie mieszkańcy Gdowa i okolic, czy też zasięg jest większy?

S.W.: Zasięg jest zdecydowanie dużo większy. Mogę powiedzieć, że działamy w promieniu 100 km, zdarza się i dalej. Można powiedzieć, że ograniczamy się do województwa małopolskiego. Dalej nie chcemy, bo dochodzi kwestia transportu, dojazdów itd.

MG: Odbiorcami są osoby prywatne czy instytucje?

S.W.: W tej chwili różnie. Dużo rzeczy robimy dla „większych” klientów, na duże budowy.

MG: Ile osób pracuje w firmie?

S.W.: W tej chwili osiem. To nie jest branża, w której można „zrobić zatrudnienie”. Kiedy się za bardzo rozrasta, nie da się wszystkiego dopilnować, robi się zamieszanie.

MG: Jakim jesteś szefem?

S.W.: Jakim jestem szefem? Nie wiem, może wymagającym, ale nie aż tak bardzo, czasem może ktoś chce zrobić coś prościej, a tymczasem ma być tak, jak ma być… Mam ludzi, którzy już dość długo u mnie pracują, nie ma zmian, co mnie bardzo cieszy i też mi to daje poczucie, że oni wiedzą co robić. Tak naprawdę bardzo dużo rzeczy robią beze mnie.

MG: Jak ludzie się nie zmieniają to znaczy, że im dobrze…

S.W.: Żyję tą myślą, że tak jest. To jest praca oparta na zdolnościach i umiejętnościach manualnych człowieka i bez ludzi nie ma szans, a sytuacja na rynku jest taka, że chętnych wielu nie ma. Tak naprawdę nikt się nie garnie do końca do takiej pracy… Ne jest ona lekka.

MG: Jakie są Twoje plany i marzenia dotyczące dalszego rozwoju firmy?

S.W.: Nie mam pomysłu na jakiś większy rozwój, ponieważ chciałbym robić rzeczy ciekawe, a to nie idzie w parze z masową produkcją, dlatego cieszę się tym co jest. Każde kolejne zlecenie to nigdy nie jest to samo, więc daje satysfakcję. Były propozycje, by pracować na przykład dla jakiejś sieci, ale stwierdziłem, że to nie ma sensu.

MG: Trzeba mieć talent plastyczny, by wykonywać Twój zawód?

S.W.: Myślę, że raczej tak.

MG: Nie zamierzasz robić metalowych rzeźb i form przestrzennych z metaloplastyki?

S.W.: Jak najbardziej! Jeśli tylko będzie takie zapotrzebowanie, to tak. Nowe wyzwania są zawsze
pożądane.

MG: Jak w tym wszystkim znajdujesz czas dla siebie i dla swojej rodziny?

S.W.: Z tym jest coraz lepiej. Zdążyłem sobie to już jakoś ułożyć. Staram się znaleźć zloty środek i nie przeginać z pracą. Kiedyś człowiek intensywnie pracował, wydawało się, że wiele rzeczy jest koniecznych, dzisiaj myślę, że są
mi mniej potrzebne.

Rozmawiała Anna Suchoń

Autor: Redaktor1

Udostępnij post na:

Skip to content