Odwiedzamy świetlicę w Zagórzanach

Wesoło i kolorowo – te dwa określenia nasuwają się każdemu, kto w powszednie popołudnie wejdzie do świetlicy w Zagórzanach. Ruch tutaj jak w mrowisku, tyle że mrówki zwykle ograniczają się do jednej, monotonnej czynności, a dzieciaki robią tu rzeczy bardzo różne. Na małej salce gimnastycznej chłopcy grają w piłkę, co nie przeszkadza ich koleżance w ćwiczeniu „gwiazdy”. Obok dwaj konstruktorzy składają karabin z klocków lego, a ich koledzy pod okiem opiekunki odrabiają lekcje. W kącie ktoś dorwał się do komputera. Widać, że wszyscy czują się tu jak u siebie. I jakoś nikt nikomu nie przeszkadza.

Świetlica funkcjonuje już 10 lat. Chociaż nie jest szkolna, mieści się w typowym szkolnym budynku…Od 1970 roku była to „tysiąclatka”. Najpierw mieściła się tu podstawówka, potem gimnazjum. Gdy w Zręczycach powstał nowy obiekt dla Szkoły Podstawowej, do Zagórzan przenieśli się gimnazjaliści, a po wybudowaniu Gimnazjum w Gdowie budynek opustoszał. Wójt Zbigniew Wojas obiecał jednak, że gminny obiekt nadal będzie służył mieszkańcom i tak się stało. Dwie kondygnacje zajmuje Środowiskowy Dom Samopomocy, z którego pensjonariuszami mamy świetne relacje, a świetlica „urzęduje” w przyziemiu – mówi Maria Kmiecik, która kieruje placówką od samego początku. O tym, jak potrzebna jest taka świetlica świadczy kolejka czekających na przyjęcie.

Bo finansowana przez Starostwo Powiatowe w Wieliczce i gminę Gdów „Placówka Opiekuńczo Wychowawcza Wsparcia Dziennego dla Dzieci i Młodzieży – jak brzmi oficjalna nazwa – pęka w szwach. Zapisanych jest do niej 36 podopiecznych, chociaż teoretycznie miejsce jest dla 20. Ponieważ jednak codziennie nie ma kompletu, jakoś udaje się wszystkich pomieścić. Jedni są tu pełne 4 godziny, większość krócej. Od przyjazdu szkolnego autobusu do pojawienia się któregoś z rodziców wracających z pracy. Z głodu nie „padną”, bo zawsze dostają podwieczorek. Jak tu trafiają? Rodzice zgłaszają taką potrzebę i jeśli tylko jest miejsce, dzieci zostają przyjęte. Czasem wpisujemy je na listę rezerwową i gdy tylko zaistnieje możliwość, zaczyna tu przychodzić. Wyjątkowo mamy też podopiecznych skierowanych przez Sąd Rodzinny. Z reguły dzieci są u nas z roku na rok, czyli mogą być nawet przez 12 lat z rzędu! Rodzice chętnie nam je powierzają, bo wiedzą, że będą miały opiekę i spędzały czas z rówieśnikami. Nuda im nie grozi. Czują się naprawdę jak w domu, a placówkę nazwały same „Nasza Świetlica” – mówi Maria Kmiecik, związana z tym miejscem od roku 1974. Najpierw była tu nauczycielką w Szkole Podstawowej, potem jej przez 22 lata, aż do emerytury – dyrektorką. – Przeważnie znam trzy pokolenia mieszkańców – dzieci, rodziców i dziadków. To ułatwia pracę, bo ludzie mają do mnie zaufanie, powierzają swoje sprawy wiedząc, że na pewno im nie zaszkodzę. Wciąż mówią o mnie „nasza pani dyrektor” . To bardzo miłe – zauważa z uśmiechem.
Świetlica czynna jest w ciągu roku szkolnego od godz. 13 do 17, a w czasie wakacji od 9 do 13. Zapewnia opiekę uczniom w wieku 5 -16 lat. Rozpiętość jest więc ogromna, ale ma to swoje dobre strony – starszyzna czuje się odpowiedzialna za swoje młodsze „rodzeństwo”. Bo panuje tu atmosfera jak w dobrej, wielodzietnej rodzinie. Za pobytem w szkolnej świetlicy dzieci zwykle nie przepadają. Tutaj uczniowie z okolicznych: Zalesian, Zagórzan, Podolan i Zręczyc nie tylko chętnie spędzają czas, ale często nie chcą nawet wracać w domowe pielesze, a młodsze – płaczą i protestują: – Ja nie chcę do domu! Nie ma wtedy wyjścia – trzeba poczekać, aż skończą się bawić albo rozmawiać z kolegami i dopiero można je zabrać.

Amelka chodzi do świetlicy trzeci rok. Jej tata, pan Daniel jest bardzo zadowolony, że córeczka może przebywać kilka godzin po szkole z rówieśnikami. Co robiłaby, gdyby świetlicy nie było? – No cóż, byłaby w domu z babcią, bawiłaby się, rysowała – wylicza. – Ale lepiej, że jest tutaj z koleżankami . Większość z podopiecznych nie miałaby jednak i takiej możliwości – albo byliby w szkolnych świetlicach, skąd musieliby ich odbierać rodzice, którym często nie po drodze, albo siedzieliby sami w domach czekając na przyjście mamy czy taty. Ze starszymi problem jest oczywiście mniejszy, ale pozostawienie 5 – 10-latków bez opieki naprawdę przynieść może zatrważające rezultaty. Bezcenne jest i to, że i młodsi i starsi mogą w świetlicy odrobić lekcje i ma im kto w tym pomóc. W domu nie zawsze jest to możliwe z różnych względów. I jeszcze jedno – dzieci przebywają tu codziennie kilka godzin, łatwo więc zauważyć, jeśli dzieje się z nimi coś niepokojącego. –Wiemy o nich naprawdę dużo, bo obserwujemy je w różnych sytuacjach. Gdy widzimy, że potrzebna jest interwencja w szkole albo w domu, dyskretnie ją podejmujemy. Czasem zdarza się, że trzeba pomóc nie tylko dziecku, ale całej rodzinie – mówi pani Maria Kmiecik, którą w opiece nad sporą przecież gromadką wspierają pani Anna Turakiewicz i Anna Dudek. Czy pani Maria nie ma już dosyć swojej pedagogicznej pracy? – Jeśli dookoła ma się dzieci, wieku się nie czuje – odpowiada.

Barbara Rotter-Stankiewicz

Autor: admin

Udostępnij post na:

Skip to content