Niezwykła wycieczka do Włoch- sprawozdanie uczniów klasy VIII SP w Pierzchowie

Zapraszamy na wycieczkę do Włoch! A zabierają nas na nią uczniowie z Pierzchowa w swoich wspomnieniach.

Dzień I

Nasz podbój Włoch rozpoczęliśmy o godzinie 6:00 dnia 12.11.2018r. w metropolii Pierzchów „Za Rzykom”. Na lotnisko dotarliśmy bardzo szybko, odprawa przeszła sprawnie – tylko Oliwka i Kuba skazani zostali na „double checking”. W samolocie mili ludzie, chętnie zamieniali się z nami miejscami, abyśmy mogli siedzieć razem. Gdy samolot zaczął startować, z przodu słychać było krzyki Natalii. Nie na wszystkich lot zrobił jednak wrażenie, bo przy lądowaniu Patryk był tak zajęty oglądaniem serialu na Netflix, że nawet nie zauważył, kiedy wylądowaliśmy.

Oczekiwanie na bagaż nie trwało długo. Kiedy nasze walizki pojawiły się na taśmie, Kuba odbierał swoją „w biegu”, ponieważ pewien pan chciał mu ją zabrać, myśląc, że to jego. Uśmialiśmy się do łez, patrząc jak dzielnie walczy o swoją własność! Na lotnisku czekały na nas limuzyny, które zawiozły całą grupę do leżącego w samym sercu Rzymu, bardzo prestiżowego hotelu o nazwie „Albergo Santa Chiara”. Gdy jechaliśmy, Oliwka spodobała się jednemu żołnierzowi, który przez cały czas na nią patrzył. Sytuacja ta zapoczątkowała lawinę wielu późniejszych, zabawnych wydarzeń. Sam przejazd okazał się bardzo ciekawy i pouczający, ponieważ w Rzymie ludzie nie tylko jeżdżą bardzo szybko, ale przede wszystkim nie przestrzegają żadnych zasad ruchu drogowego, dlatego wymyśliliśmy powiedzenie, które każdy z nas zapamięta do końca życia, a brzmi ono: „Przetrwają najszybsi!”.

W hotelu czekał na nas najlepszy człowiek na świecie – Roscoe Chapman. Hotel był tak ogromny, że Oliwka z Natalią się w nim zgubiły. Po krótkim odpoczynku, poszliśmy na obiad. W czasie posiłku Roscoe opowiadał nam o Romie (nie Rzymie). Gdy skończyliśmy konsumpcję, ruszyliśmy na podbój miasta. Gabi i Weronice zrobiło się zimno, więc Roscoe dał im swoją kurtkę, do której obie się zmieściły. Kolejno widzieliśmy Kapitol, Forum Romanum, koloseum, łuki triumfalne i najpiękniejsze – naszym zdaniem, miejsce – Panteon. Następnie poszliśmy do jednej z restauracji
w Romie, gdzie dane nam było skosztować najpopularniejsze rzymskie przysmaki, w tym kwiaty cukinii z mozzarellą, czy pizzę z kiszoną kapustą! Po kolacji, poszliśmy zobaczyć najsłynniejszą fontannę Di Trevi, Piazzę Navona i schody hiszpańskie. Na życzenie Weroniki wracaliśmy ulicą, gdzie znajdowały się same najdroższe sklepy, należące do słynnych domów mody. Dzień zakończyliśmy o północy. Wszyscy grzecznie poszli spać, ponieważ następnego dnia trzeba było wstać wcześnie.

Dzień II

Tego dnia nasze budziki zadzwoniły o 6:30. Po szybkim śniadaniu przyjechaliśmy do Watykanu, aby zobaczyć Muzeum, Kaplicę Sykstyńską i Bazylikę św. Piotra. Przed wejściem poznaliśmy naszą przewodniczkę – panią Jowitę, która opowiedziała nam o państwie watykańskim i zabytkach znajdujących się za murami. Dowiedzieliśmy się wielu ciekawostek o artystach, których dzieła dane nam było zobaczyć. Do najsłynniejszych należeli: Michał Anioł, Leonardo da Vinci, Bellini, Caravaggio, czy Rafael. Po Muzeum przyszedł czas na Kaplicę Sykstyńską,a potem Bazylikę. Wreszcie każdy z nas zobaczył słynny fresk Michała Anioła, przedstawiający stworzenie człowieka! Niezapomniany moment! W Bazylice św. Piotra najważniejszy był dla nas grób św. Jana Pawła II, przy którym gorąco się modliliśmy, ale wszyscy zwróciliśmy również uwagę na piękny ołtarz, rzeźbę pt. „Pieta” i grób św. Piotra.

Po południu pojechaliśmy do małego miasteczka w Umbrii – Orvieto. Podziwialiśmy piękną, średniowieczną katedrę Duomo, którą wybudowano w podziękowaniu za Cud z roku 1290, kiedy to pielgrzym z
Czech – Piotr z Pragi, odprawiając Mszę Świętą w kościele św. Krystyny w Bolsenie – w chwili konsekracji, kiedy wzniósł Hostię nad kielichem, ujrzał, że Hostia obficie krwawi, choć zachowała postać białego chleba, a krew spływa na korporał i obrus ołtarzowy. To wydarzenie uznaje się za początek odprawiania procesji ku czci Ciała i Krwi Pańskiej w święto Bożego Ciała. 

Z rynku udaliśmy się do podziemi kolejnego kościoła, gdzie zobaczyliśmy otwarte stanowisko archeologiczne i 1000 lat historii w jednym miejscu! Pełni wrażeń dotarliśmy do Ficulle, w którym mieliśmy spędzić kolejne trzy dni. Udostępniona nam willa zrobiła na wszystkich ogromne wrażenie, a kiedy myśleliśmy, że już nic nie może nas zaskoczyć, okazało się, że Roscoe zaprosił nas do wspólnego gotowania! Dzień zakończył się prawdziwą włoską kolacją, którą zjedliśmy siedząc przy wspólnym stole. To był długi dzień pełen wrażeń!!!

Dzień III

Wschodzące nad klifem słońce rozpoczęło ten bardzo ekscytujący i pełen wrażeń dzień. Po założeniu na siebie odzienia, udaliśmy się na śniadanie przygotowane przez wytypowanych w drodze losowania kumpli. Śniadanie było wyśmienite – świeżutkie, włoskie rogale pachniały w całej kuchni. Po śniadaniu wyruszyliśmy na podbój Sieny. Droga była długa, dlatego większość ją przespała. Kiedy dotarliśmy na miejsce, naszym oczom ukazało się piękne miasto. Rozpoczęliśmy wspinaczkę z podnóża góry na jej szczyt. Widok napotkany na wysokości zaparł nam dech w piersiach. Chcieliśmy zobaczyć jak najwięcej, dlatego postanowiliśmy zdobyć dach wysokiej wieży ratuszowej. Wspinaczka pokonała kilkoro z nas, w tym Panią Kingę, która z zadyszki prawie dostała zawału i Olę, która z powodu wzrostu prawie zburzyła wieżę. Natalia natomiast panikowała, że się nie zmieści, a Majka policzyła wszystkie schody – było ich 354. Wysiłek został nagrodzony, kiedy znaleźliśmy się na szczycie – widok zaparł nam dech w piersiach. Ale przecież nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie zadbali o szczególne wspomnienia. Tym razem w roli głównej wystąpiła Karolina, która położyła rękę na ptasim „klocku”. Po zdjęciach udaliśmy się na dół, gdzie czekał już na nas pyszny obiad – chrupka pizza była wyśmienita. Po skonsumowaniu obiadu dostaliśmy czas wolny, aby kupić pamiątki. Zakup baniek mydlanych zapoczątkował sesję zdjęciową na rynku, gdzie dwa razy do roku odbywają się wyścigi konne zwane Palio. Zaczęliśmy pozować i bawiliśmy się przy tym znakomicie.Ostatnim punktem była wizyta w katedrze, gdzie zobaczyliśmy freski malowane techniką 3D. Myślicie – nic szczególnego? Też tak myśleliśmy, dopóki Roscoe nie powiedział nam, że malowano je w średniowieczu! Normalnie opad szczęki!

Po powrocie do willi złapaliśmy krótki oddech i zeszliśmy do salonu, gdzie czekała już na nas Ludovica – właścicielka. Kuchnia była gotowa do przyrządzenia kolacji. Nasze menu na ten wieczór było wykwintne: na przystawkę makaron z truflami -grzybami, których kilogram kosztuje 890 zł. Po delicjach przyszedł czas na równie pyszną prozę – kiełbaski i ziemniaczki z pieca. Przy odpowiednim dopingu, kolejna grupa kucharzy rozpoczęła walkę o tytuł MasterChefa. Nasi szefowie kuchni musieli uważać, aby nie zepsuć sosu parmezanem. Zadanie wcale nie było łatwe, jednak akcja zakończyła się powodzeniem i dane nam było delektować się specjałami. Większości makaron bardzo smakował, byliśmy nim zachwyceni!

Po kolacji zebraliśmy się w jednym pokoju, aby porozmawiać o tym, co nas spotkało tego dnia. Zgodnie stwierdziliśmy, że to najlepszy wyjazd kończący naszą wspólną pięcioletnią przygodę, z najlepszą wychowawczynią pod słońcem. Nigdy nie zapomnimy tych wspólnie spędzonych razem chwil. Zawsze pozytywnie i z przytupem. To wspólne pięć lat na zawsze zostanie w naszych sercach! Dziękujemy.

Dzień IV

Dnia czwartego z rana obudziliśmy się pełni zapału i energii. Ranne ptaszki poszły zrobić śniadanie, a reszta przyszła na gotowe. Ten dzień mieliśmy spędzić w Ficulle i tak też się stało. Po śniadaniu zebraliśmy się gotowi do kolejnego podboju. Wycieczkę rozpoczęliśmy od wizyty u lokalnego garncarza, gdzie w każdym obudziła się dusza artysty. Początkowo oglądaliśmy, jak pan Fabio wytwarza naczynia z gliny, a następnie przystąpiliśmy do własnej pracy – zaczęliśmy lepić płaskorzeźby. Spod naszych rąk wyszły naprawdę ciekawe rzeczy. Gdy skończyliśmy i każdy obmył się z gliny, ruszyliśmy w stronę małej fabryki oliwy. Podczas naszego pobytu rozpoczął się zbiór oliwek, z których następnie wytłaczano oliwę. Mogliśmy na własne oczy zobaczyć cały ten proces.

Kolejnym punktem dnia było zwiedzanie Ficulle z naszymi przewodniczkami. Magdalena i Francesca prowadziły nas w kierunku gimnazjum. Droga wiodła przez całą wioskę, co dało nam możliwość zobaczenia nowej części Ficulle. Gdy dotarliśmy do szkoły, doznaliśmy szoku. Cała placówka liczyła 30 osób! 30 uczniów w 3 klasach! Szkoła była szara i ponura, wyglądała jak więzienie. Wrażenie zrobił na nas widok roztaczający się z sali gimnastycznej – tego zdecydowanie zazdrościmy rówieśnikom z Ficulle. Po wizycie w szkole ruszyliśmy do stołówki, która mieściła się przy szkole podstawowej. Młodsze dzieci witały nas niczym gwiazdy disco! Obiad zjedliśmy z nowymi znajomymi – gimnazjalistami. Po obiedzie, w towarzystwie kl. III gimnazjum, przeszliśmy do starej, średniowiecznej części Ficulle. Po zwiedzeniu poszliśmy z wizytą do wójta. Zobaczyliśmy, jak wygląda włoski urzędnik w oficjalnym stroju. Zasiedliśmy razem do okrągłego stołu, a później wymieniliśmy się flagami. Popołudnie spędziliśmy natomiast w piekarni, gdzie nauczyliśmy się robić pyszne pizze, które następnie zjedliśmy z uśmiechem na twarzy.

Po powrocie do willi, okazało się, że na kolację będzie… więcej pizzy!! A, że dobra pizza nigdy nie jest zła, to najedliśmy się pysznościami zrobionymi przez Federicę, która bardzo nas polubiła. Tego wieczoru i my ją pokochaliśmy, kiedy na stół wjechała pizza z nuttelą!!!!! Nażarci poszliśmy spać. 15 listopada 2018r czuliśmy się jak celebryci… cały świat kręcił się wokół nas!

 

Dzień V

Piątek – tygodnia koniec i początek kolejnego cudownego dnia, który rozpoczęliśmy wspólnym śniadaniem. Tym razem mogliśmy pospać nieco dłużej, bo wyjazd zaplanowany został na godzinę 10:00. Kierunek: Civita di Bagnoregio – „Umierające miasto”, położone na skale wulkanicznej, które bardzo chcieliśmy zobaczyć, bo jego dni są policzone. Na miejsce dotarliśmy w świetnych nastrojach, bo całą drogę śpiewaliśmy polskie i włoskie przeboje. Gdy wyszliśmy z samochodów, naszym oczom ukazał się niezapomniany widok – miasto położone na skale, do którego prowadził długi, wąski most! Aparaty poszły w ruch. Po kolejnej sesji zdjęciowej ruszyliśmy w stronę miasta Trusków. Spacerując wąskimi uliczkami, odkrywaliśmy piękne zakątki włoskiej Civity, podziwialiśmy zabudowania, obserwowaliśmy ludzi. Cudownie było być w tym miejscu, zwłaszcza że nie wiadomo, jak długo jeszcze będzie można je zwiedzać, bowiem z powodu trzęsień ziemi, które nawiedzają Umbrię, Civita zaczęła się zapadać. 
Po powrocie do willi zabraliśmy się ostro do pracy – w ramach podziękowania za gościnę postanowiliśmy przygotować kolację – tym razem w 100% polskie smaki! Wybór padł na ulubione przez Ludovicę i Roscoe
PIEROGI! W międzyczasie okazało się, że Roscoe ma urodziny, więc upiekliśmy również tort. Wieczór minął nam bardzo szybko. Po kolacji byliśmy zmuszeni pójść się pakować. Wszystko co dobre kończy się zbyt szybko.

Dzień VI – powrót do Polski

Pobudka o 4:00 rano! Wyglądaliśmy jak zombie!! Szybki packing i w drogę. Z Ficulle zostaliśmy przewiezieni do Fabro, skąd pociągiem udaliśmy się do Rzymu. Po dwóch godzinach lotu szczęśliwie wylądowaliśmy w Krakowie, a obiad zjedliśmy już w domu – i nie był to makaron! 😉

 

Zachęcamy do oglądnięcia pełnej fotogalerii z wyjazdu do Włoch: zobacz tutaj

Autor: admin

Udostępnij post na:

Skip to content