„Moją największą radością są moje dzieci”- rozmowa z Izabelą Bujak

Dziś święto wszystkich mam. Przy tej okazji spotykamy się z Izabelą Bujak, mieszkanką Jaroszówki, z którą rozmawiamy o macierzyństwie, jego blaskach i godzeniu ze sobą wielu obowiązków. 

MG: Jesteś mamą piątki dzieci. Proszę opowiedz nam o swojej rodzinie, w jakim wieku są Twoje pociechy?

IB: Tak, jestem mamą pięciorga dzieci, choć troje z nich to już nastolatki. Wiktor ma 16 lat, Weronika 15, a Gabriela 13. Natomiast młodsze to 7-letnia Dominika i 3-letnia Anastazja. Mam więc syna i cztery córki.

MG: Jak wygląda Twój dzień, czy jesteś z dziećmi w domu, czy pracujesz zawodowo?

IB: Od dwóch lat pracuję jako nauczyciel w szkole podstawowej, więc każdego dnia poranek jest bardzo intensywny. Wiktor i Weronika dojeżdżają do technikum w Wieliczce, więc zazwyczaj wstają wcześnie rano, by zdążyć na pierwszą lekcję o 7.30. Ja zajmuję się śniadaniem i ubieraniem młodszych dzieci. Na szczęście Gabrysia (kl. 7) mi pomaga i zabiera Dominikę (kl. 1) na autobus szkolny. Ja wyjeżdżam na końcu i zawożę Anastazję do przedszkola, po czym udaję się do pracy, do moich dzieciaków z 1 klasy. Po południu jest już łatwiej, ponieważ każdy wraca o innej godzinie i nie ma już takiego zamieszania. Oczywiście w czasie pandemii i nauki zdalnej ten system uległ zmianie. Musieliśmy z dnia na dzień przeorganizować wszystko, ale dla chcącego nie ma nic trudnego…

MG: Jak godzisz macierzyństwo z pracą i nauką?

IB: Tak jak każda mama, która pracuje i uczy się… Często ludzie, gdy dowiadują się, że mam pięcioro dzieci, pytają, jak sobie radzę. Odpowiadam wtedy: jak najszybciej… Bo w sumie nie wiem, co chcą usłyszeć. Jeśli chodzi o pracę, to przez kilkanaście lat zajmowałam się tylko i aż domem i rodziną, ale podjęłam w końcu decyzję o pracy zawodowej. Śmieję się czasem, że to praca sama mnie znalazła, gdy okazało się z dnia na dzień, że potrzebny jest nauczyciel w pobliskiej placówce. Nie żałuję teraz, że tak szybko zdecydowałam się przyjąć tę posadę. Bardzo dobrze czuję się w roli nauczyciela, z każdym dniem zdobywam nowe doświadczenia i uczę się tego wymagającego zawodu. Jednocześnie studiuję pedagogikę specjalną, ponieważ chcę podnieść swoje kwalifikacje zawodowe i mieć szerszy wachlarz uprawnień nauczycielskich. Pogodzenie tylu spraw na raz nie jest łatwe, ale, jak widać, możliwe…

MG: W jaki sposób lubisz spędzać czas z Twoimi dziećmi?

IB: Na ogół czas wolny spędzamy razem, całą rodziną, zazwyczaj w sposób aktywny. Wybieramy się na wycieczkę, do lasu, a najczęściej na ścieżkę rowerową w pobliżu Raby. Zabieramy wtedy różne sprzęty: najmłodsi rowerki, starsi rolki czy deskorolki. Razem z mężem uprawiamy wówczas biegi, próbując nadążyć za najmłodszą córeczką, która pędzi na rowerku biegowym jak szalona, nie zważając, że jedynymi hamulcami, jakie posiada są jej buty…

MG: Co daje Ci najwięcej satysfakcji w macierzyństwie?

IB: Powiem szczerze, że na co dzień działam zadaniowo i brak mi czasu na takie życiowe refleksje. Myślę, że moją największą radością są po prostu moje dzieci. Kiedy przeglądam czasem zdjęcia z minionych lat to czuję, że nie żałuję ani jednego dnia, ani jednej godziny spędzonej z nimi i dla nich.

MG: W jakich sytuacjach jesteś najbardziej dumna z dzieci?

IB: Bywają takie momenty, gdy moje dzieci mnie zaskakują. Na co dzień uważam, że są z nich niezłe ziółka i potrafią narozrabiać przynajmniej w domu, bo w szkole to prawie chodzące ideały. Ale, jak już wspominałam, czasem potrafią mnie zaskoczyć, zwłaszcza, gdy jesteśmy gdzieś w miejscu publicznym, u kogoś obcego. Wtedy potrafią się kulturalnie zachować, nie trzeba ich upominać. Duma mnie rozpiera, że moje chochliki zachowują się jak aniołki. I udowadniają wtedy mnie i sobie, że jak się chce, to można…

MG: Czy masz czas tylko dla siebie? Jeśli tak, co wtedy lubisz robić? Jak odpoczywasz?

IB: Może trudno w to uwierzyć, ale potrafię czasem wygospodarować trochę czasu tylko dla siebie. Lepiej jak powiem, że to czas dla mnie i moich roślinek, które rosną w ogrodzie. Plewię, przesadzam, podcinam, podlewam i czasu nie liczę, jak to robią według przysłowia szczęśliwi ludzie. Zimą jest gorzej, bo ogród zasypia pod śnieżnym przykryciem, a ja przeglądam strony z nowinkami ogrodniczymi, filmiki na YouTubie i planuję,  jak tu ubogacić wiosną swoje zielone królestwo.

MG: Które sytuacje są najtrudniejsze, i na czyją pomoc zazwyczaj możesz liczyć?

IB: Najtrudniejsze są sytuacje kryzysowe, gdy trzeba działać szybko. Najczęściej dotyczy to jakiejś nagłej choroby dziecka. Tego nie lubię najbardziej. Staram się wówczas myśleć logicznie i działać zadaniowo. Nie jestem wtedy sama, działamy wspólnie z mężem. W trudnych sytuacjach możemy też liczyć na pomoc naszych rodziców i kilku zaufanych przyjaciół.

MG: Jakie masz marzenia?

IB: Marzeń się nie zdradza, ale mogę opowiedzieć o dwóch, które już się spełniły. Pierwsze to posiadanie wspanialej rodziny i własnego domu z ogrodem. To już właściwie dwa marzenia wymieniłam. Niech będzie jeszcze trzecie spełnione, czyli zostanie nauczycielem. Tak, od dzieciństwa wiedziałam, że chcę uczyć w szkole… I udało się. Ostatniego marzenia nie zdradzę, ale jest ono całkiem przyziemne, związane z okresem mojego życia, gdy już dzieci dorosną i usamodzielnią się…

Autor: admin

Udostępnij post na:

Skip to content