„Mój świat się kręci wokół trójboju”- rozmowa z Wojciechem Szczygłem

Mieszkaniec Gdowa, 20-latek, który spełnia swoje sportowe marzenia, trener i zawodnik trójboju, Mistrz Świata federacji WPA, człowiek, który pomaga innym przez dietoterapię… Zapraszamy na rozmowę z Wojciechem Szczygłem.

MG: Trenujesz trójbój. Co to takiego? Czy ma coś wspólnego z dwubojem, który znamy choćby z zawodów olimpijskich?

WSz: Trójbój to dyscyplina sportów siłowych, na który składa się: przysiad ze sztangą, wyciskanie leżąc i martwy ciąg, czyli podniesie sztangi z ziemi. Trójbój staje się coraz popularniejszy, ale to całkiem inna dyscyplina niż dwubój, na który składa się rwanie i podrzut.  Oczywiście są pewne wspólne elementy, które ćwiczy się na treningach i tu i tu, ale generalnie jest więcej różnic niż podobieństw między tymi konkurencjami.

MG: Kiedy rozpoczęła się Twoja przygoda z trójbojem?

WSz: Trójbój trenuje od roku. Już w podstawówce trenowałem w domu, na domowej siłowni, miałem własne hantle. Sport był zawsze obecny w moim życiu. Od drugiej klasy podstawówki, trenowałem koszykówkę w klubie w Wieliczce, i pewnie gdyby nie problemy z kręgosłupem robiłbym to dalej. Kiedy musiałem zmienić dyscyplinę zaczęła się moja przygoda z ciężarami, zawsze interesowałem się rozwojem sylwetki. Na siłowni ćwiczę od 2 klasy gimnazjum. Miałem taką szansę, że już w wieku 16 lat mogłem zrobić kurs na instruktora i obok własnych treningów zacząć pracować na siłowni. To był mój start z tym sportem. Potem już na własną rękę zjechałem pół świata ucząc się, uczestnicząc w szkoleniach, na których poznawałem trenerów. Z częścią z nich mam stale kontakt. Szkolenia były różne, także związane z szeroko pojętą tematyką odżywiania, w tym z leczeniem chorób autoimmunologicznych. I tak naprawdę, dziś tym się zajmuję obok treningów własnych i tych z podopiecznymi. Od roku mój świat się kręci wokół trójboju, w którym startuję jako zawodnik. Przed trójbojem marzyły mi się sporty sylwetkowe, ale pomysł szybko porzuciłem, bo widziałem, że sylwetkowo rozwijam się bardzo powoli a siłę zawsze miałem bardzo dużą.

 

MG: Trójbój trenujesz dopiero od roku, a już na swoim koncie masz duże osiągnięcia…

WSz: Zaliczyłem dopiero dwa sezony startowe: zima 2017 i wiosna 2018, ten sezon odpuściłem i szykuję się na wiosnę 2019. Mój pierwszy start to były Mistrzostwa Świata federacji WPA, które udało mi się wygrać, więc był to bardzo udany debiut. Prawdę mówiąc jadąc tam, nie spodziewałem się wielkich osiągnięć, założyłem, że jadę zdobywać doświadczenie. Jakież było moje zdziwienie i radość kiedy ogłosili, że wygrałem. Tydzień później rozpocząłem straty  w międzynarodowej lidze wyciskania, która trwa cały sezon i skończyła się na wiosnę. Są to bardzo prestiżowe zawody, organizowane prywatnie. Poziom jest bardzo wysoki, wyniki jakie tam się uzyskuje przewyższają te z największych imprez różnych federacji. W ramach ligi miałem 3 zjazdy  i na podsumowaniu zająłem 7 miejsce w kategorii juniorów, które bardzo mnie cieszyło. W całych zawodach stratowało ponad 500 osób. Potem były Mistrzostwa Polski, ale nie w trójboju, tylko każdy bój był liczony osobno. Udało mi się wygrać przysiady, i martwy ciąg i zdobyć drugie miejsce w wyciskaniu, więc miałem dwa Mistrzostwa Polski i jedno wicemistrzostwo. Wtedy startowałem jako nastolatek, w kategorii teeneagers, więc było trochę łatwiej niż teraz w juniorach. Jako junior startowałem w maju w Atenach gdzie mierzyłem się ze starszymi kolegami, i tam zająłem drugie miejsce na otwartych Mistrzostwach Grecji.

MG: Jak często trenujesz?

WSz: Ilość treningów uzależniona jest od okresu startowego, czy akurat przygotowuję się do zawodów czy jest to czas odległy od startów. Kiedy nie przygotowuję się stricte na daną imprezę ćwiczę 4 razy w tygodniu, po 1,5 do 2 godzin. Przed zawodami zaczynam ostrzej trenować już 4 miesiące przez imprezą, to może być nawet 8 treningów, 4 dni w tygodniu po 2 razy dziennie. W przygotowaniu odpowiedniej formy bardzo pomaga stała opieka fizjoterapeuty, w razie potrzeby akupunktura i terapia manualna.

MG: Dość wcześnie, bo jako nastolatek rozpocząłeś stosowanie diety, później decyzja, że po maturze nie rozpoczynasz studiów… Jak do Twoich pomysłów podeszli rodzice?

WSz: Mam ogromne wsparcie w rodzinie, i w rodzicach, i rodzeństwie, wśród przyjaciół, wszyscy stoją za mnie murem. I to nie tylko kwestia, że we mnie wierzą, ale ich pomoc w codziennych sprawach jest nieoceniona, kiedy brakuje czasu choćby na ugotowanie ryżu między pracą a treningiem. Na początku kiedy zaczynałem z dietą i z wielką fascynacją opowiadałem jak to będzie super jak będę trenerem,  rodzice patrzyli trochę z rezerwą. Pewnie mieli inny plan na moją przyszłość, szkoła, studia, bardziej poukładane życie. Ale zobaczyli, że mi zależy, udowodniłem im, że moją pasję traktuję na poważnie, że to nie chwilowa zachcianka i uwierzyli, że mój pomysł na siebie jest całkiem realny. Dziś sam widzę, że kiedy zaczynałem byłem mocno tym zafascynowany, patrzyłem trochę przez różowe okulary w przyszłość. Teraz mam dużo więcej pokory, robię co umiem, jak czegoś nie wiem -szukam odpowiedzi na pytania, doszkalam się. Faktycznie na studia nie poszedłem, ale była to dobrze przemyślana decyzja. Myślałem przez chwilę nad AWF-em, ale wiem, że nie dałbym rady wszystkiego pogodzić czasowo, musiałabym z czegoś zrezygnować. Oprócz tego o czym już mówiłem pracuję także w firmie zajmującej się produkcją suplementów diety w Krakowie i prowadzę własne social media. Dlatego postawiłem na rozwój tego co już mam, co się kręci, a dokształcam się przez szkolenia, ale też przez spotkania i luźne rozmowy z ludźmi z mojej branży.

MG: Czy na zakończenie rozmowy pochwalisz się swoimi rekordami?

WSz: Potwierdzone na zawodach osiągnięcia to 225 kg w przysiadzie, także 225 kg – martwy ciąg i 127,5 kg –wyciskanie. Mam nadzieję na nowe rekordy w kolejnym sezonie. Pomimo, iż jestem lżejszy niż w poprzednim sezonie,  czuję się silniejszy. W trójboju chce się wygrać sam ze sobą, pokonywać własne słabości, poprawić swoje wyniki. Często to jest ważniejsze niż pokonywanie konkurentów.

 

zdj: Krzysztof Wolszczak, Marcin Laśkiewicz

Autor: admin

Udostępnij post na:

Skip to content