Kevin sam w domu czyli z tradycją w nowoczesność

            W dzisiejszym wpisie pozwolę sobie wrócić do filmu, który nie jest już młodzieniaszkiem, ale nadal bawi i powoduje, że łezka kręci się w oku. Bez niego Święta Bożego Narodzenia byłyby niekompletne i straciłyby to coś, dzięki czemu magia wstępuje w nasze domy.

Mowa tu o klasyku repertuaru świątecznego, filmie Chrisa Columbusa Kevin sam w domu. Wszyscy znamy go doskonale, a mimo to co roku do niego wracamy, żeby po raz kolejny przeżyć z ośmioletnim chłopcem jego przygody. Przyznam się otwarcie, że ten film nadal figuruje na mojej liście obrazów do obejrzenia w Święta. Pamiętam go z dzieciństwa i ciągle niezmiennie króluje w tym czasie radości i rodzinnych spotkań przy choince. Ale do rzeczy.

            Kevin sam w domu to klasyka światowego kina familijnego. Ogólne przesłanie pozostaje nadal aktualne, a perypetie małego urwisa ciągle wywołują salwy śmiechu.

Rodzina McCallisterów postanawia spędzić Święta we Francji, w przeddzień wyjazdu gorączkowo się pakując i przygotowując do podróży. Niestety w sam dzień wyjazdu ich dom opanowują chaos, zdenerwowanie i pośpiech, ponieważ z powodu awarii nie zadzwonił budzik. W wyniku całego tego zamieszania okazuje się, że w grupie podróżników brakuje jednej osoby – ośmioletniego syna McCallisterów, Kevina (w tej roli bezkonkurencyjny Macaulay Culkin).

Podczas, gdy rodzina robi wszystko, aby maluch nie był sam w Święta, Kevin nie może się nacieszyć wolnością od wiecznie mu dokuczającego rodzeństwa i kuzynostwa, a także nadgorliwych rodziców. Robi, co tylko przyjdzie mu do głowy, je wszystkie dotychczas zakazane smakołyki i wcale nie martwi się tym, że został sam w wielkim rodzinnym domu. Aż do pewnego momentu, kiedy to okazuje się, że do tego właśnie domu zamierzają dokonać włamania dwaj drobni cwaniacy, Marv (Daniel Stern) i Harry (Joe Pesci). W obliczu zagrożenia Kevin postanawia bronić swojej posiadłości i trzeba przyznać, że robi to z niebywałą pomysłowością i wytrwałością.

            Kevin sam w domu jest filmem z niesamowitą atmosferą świąteczną, podsycaną świetną muzyką Johna Williamsa. Magiczny klimat stworzony przez reżysera zawsze na mnie działa, zwłaszcza dzisiaj, kiedy już od listopada marketingowcy (świadomie lub nie) próbują nam obrzydzić Święta. Piosenki świąteczne i obrazki szczęśliwej rodziny za stołem działają na mnie w sposób dokładnie odwrotny, niż powinny, a i pogoda od jakiegoś czasu w tym okresie jest zupełnie nieświąteczna. Film Chrisa Columbusa przywołuje te najlepsze emocje i wspomnienia z dzieciństwa, budzi refleksję i daje wiarę, że dobro zawsze zwycięża. Błyskotliwe dialogi i gagi zdecydowanie doprowadzają do niebezpiecznie wysokiego poziomu dobrego nastroju, a piękne zdjęcia i dynamiczna gra aktorów jest ogromnym atutem tego dzieła.

            Wracajmy często do filmów, które powodują dobre samopoczucie, delektujmy się chwilami spokoju i wykorzystujmy je skrupulatnie, a by naładować baterie na kolejne dni pracy i zmagań z codziennymi wyzwaniami. Kevin sam w domu zasługuje w pełni na to, żeby na stałe zagościć w naszych domach i razem z nami przeżywać tę jedyną w swoim rodzaju magię Świąt Bożego Narodzenia.

Subiektywna Kulturomaniaczka

[Not a valid template]

Autor: admin

Udostępnij post na:

Skip to content