Jeździec Pamięci: pułkownik Włodzimierz Wowa-Brodecki

Urodził się 20 kwietnia 1942 r. w Uściługu Wołyńskim. Syn kawalerzysty Wołyńskiej Brygady Kawalerii, legendarny ułan, miłośnik koni, aktor. Patriota. Odznaczony przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Od ponad 40 lat krakowianin, od 1997 roku związany z gminą Gdów, a przede wszystkim z Pierzchowem, jako prezes Małopolskiego Stowarzyszenie Miłośników Tradycji Mazurka Dąbrowskiego i członek Komitetu Opieki nad Kopcem gen. J.H. Dąbrowskiego.

Ułańska historia ojca wyznaczała jego życiowe ścieżki. Umiłowanie tradycji kawalerii, służba i wierność Ojczyźnie poprowadziły go przez niezliczone miejsca pamięci polskiego oręża, by oddawać hołd tym, którzy polegli. Bo jak sam niestrudzenie powtarza: „pamięć i cześć zawsze jesteśmy winni tym, którzy oddali życie”. Przed wielu laty, w 1970 roku wymyślił samotne rajdy konne po Polsce. Pierwszy wiódł śladami szlaku bojowego I Samodzielnej Brygady Kawalerii, w której ojciec walczył pod koniec II wojny: Lublin, Chełm Lubelski, Warszawa, Bydgoszcz, Berlin, potem co 5 lat odbywały się kolejne wyprawy. Do mapy miejsc, do których dotarł konno, w ułańskim mundurze, dochodziły następne poza granicami kraju. Aż do najważniejszego: do Monte Casino.

– Pomysł zrodził się przed 40 rocznicą bitwy, przypadającą w 1984 roku, a przygotowania do wyprawy trwały 5 lat. To był trudny czas, podzielona Europa. Mieliśmy problemy z uzyskaniem paszportów i wizy do Włoch, a komunistycznym władzom nie przypadł do gustu pomysł. Wyruszyliśmy po wielu perypetiach we trójkę – ja, Adam Brykajło – absolwent Akademii Górniczo-Hutniczej i Ania Bizukojć – studentka III roku Uniwersytetu Jagiellońskiego. Adam prowadził fiata 126p z przyczepą, dbał o wszystkie sprawy kwatermistrzowskie, Ania była tłumaczką, dziennikarką i prowadziła kronikę wyprawy. Wyprawa rozpoczęła się 8 maja 1984 roku z Chełma Lubelskiego do Krakowa, z paroma groszami w kieszeni, ze wspaniałą klaczą Kameą. W każdym z mijanych krajów pojawiali się dziennikarze, pisali o nas, ludzie w miasteczkach i wsiach, gdzie się zatrzymywaliśmy, przyjmowali nas w swoich domach, gościli, karmili nas i konia – wspomina pułkownik Wowa-Brodecki. – 1 września 1984 roku wyruszyliśmy na wzgórze Monte Cassino. Ja jechałem na koniu, w mundurze, w otoczeniu włoskich dziennikarzy, mieszkańców i turystów, którzy bez przerwy robili zdjęcia… Na górę wszedłem pieszo, a koń za mną. Przez dwie godziny chodziliśmy pomiędzy grobami polskich żołnierzy. To było niesamowite przeżycie. Na Monte Cassino wróciłem 20 lat później, z rodziną. Żona prowadziła samochód, koń jechał w przyczepie, syn robił zdjęcia i opiekował się koniem Tornado, synem Kamei. To już była inna wyprawa, z wolnej Polski. Wzgórze Monte Cassino uczciłem w ten sposób trzykrotnie.

Przez dziesiątki lat, konno, przemierzył śladami historii tysiące kilometrów. W roku 1989 odbył I Samotny Rajd Konny Szlakiem Walk 1. Brygady Pancernej gen. Stanisława Maczka, który wiódł przez Lwów, Berlin, Antwerpię, Falaise, Paryż, Norymbergę i Pragę do Krakowa, łącznie blisko 5500 kilometrów. Jak sam żartuje, „uzbierało się tych kilometrów tyle, że pewno objechałbym kulę ziemską i jeszcze wystarczyłoby na sentymentalną wyprawę na Wołyń…”

Miłość do koni godzi z miłością do teatru. Przez 36 lat związany z Teatrem Ludowym w Krakowie. Wystąpił też w kilkunastu filmach i serialach telewizyjnych m.in.: „Crimen”, „Kanclerz” i „Żelazna ręka”, można go zobaczyć w „Liście Schindlera” Stevena Spielberga i w „Ogniem i mieczem”, gdzie wcielił się w pisarza Bogdana Chmielnickiego. Doczekał się również własnej biografii wydanej w 2009 r. autorstwa Ryszarda Dzieszyńskiego pt. „Wowa Brodecki – Jeździec Pamięci” i zaszczytnego miejsca w antologii „Legendy polskiego jeździectwa”.

Kontakty pułkownika z ziemią gdowską trwają od dawna. W 1993 roku w związku ze zbliżającym się 200-leciem Mazurka Dąbrowskiego, polskiego hymnu narodowego, powstała w Krakowie inicjatywa powołania Oddziału Małopolskiego Stowarzyszenia Miłośników Tradycji Mazurka Dąbrowskiego. Podstawowym zadaniem, jakie stanęło przed nowo powstałym stowarzyszeniem była odbudowa zniszczonego kopca gen. Jana Henryka Dąbrowskiego. Z inicjatywy prof. Andrzeja Bielenina rozpoczęły się prace z udziałem gminy Gdów i Krakowskiego Okręgu Wojskowego, którego dowódca gen. Zenon Bryk oddelegował do tych zadań ówczesny Trzeci Pułk Saperów z Dębicy.

– Czuję się z tym miejscem szczególnie związany. To właśnie na kopcu w Pierzchowie miały zakończenie coroczne Rajdy Konne Szlakiem Kopców i Pomników Pamięci Narodowej Ziemi Krakowskiej i Wielickiej, w których uczestniczyła młodzież miejscowych szkół. Podczas uroczystości odsłonięcia kopca, we wrześniu 1997 roku, po uroczystej mszy św. celebrowanej przez krakowskiego biskupa Albina Małysiaka w obecności Marszałka Senatu Adama Struzika, wojewody krakowskiego prof. dr.hab. Jacka Majchrowskiego, Kompanii Honorowej i Orkiestry Wojska Polskiego po odegraniu Hymnu Narodowego, Apelu Poległych, złożyłem ziemię z pól bitewnych Polski i Europy, którą pobierałem w czasie moich konnych rajdów. Od tego czasu Kopiec gen. Jana Henryka Dąbrowskiego, twórcy Legionów Polskich we Włoszech pełni rolę Pomnika Pamięci Historii i Kultury Narodowej, uczestniczy w przekazywaniu następnym pokoleniom idei Mazurka Dąbrowskiego – mówi pułkownik.

Wowę-Brodeckigo, dla wielu pierzchowian po prostu „Wowę” spotkać można w Pierzchowie często. Przez wiele lat, wspólnie ze śp. Heleną Wojtas, niestrudzoną propagatorką pamięci generała Dąbrowskiego i naszego hymnu, przygotowywali kolejne wydarzenia upamiętniające rocznice związane z postacią bohatera narodowego.

– Wspaniale się tutaj czuję i wśród mieszkańców, którzy mnie zawsze serdecznie witają, i wśród dzieci ze szkoły podstawowej noszącej tak chlubne imię Generała, i wśród władz samorządowych na czele z wójtem Zbigniewem Wojasem, z którymi przez tyle organizowaliśmy uroczystości i konne rajdy – deklaruje płk. Wowa-Brodecki. – Wracam do niegowickiej parafii i dworu w Niegowici, gdzie tak mile zawsze goszczono ułanów z Krakowskiego Szwadronu im. Józefa Piłsudskiego.

Wciąż pełen energii, z błyskiem w oku, szarmancki, jakby zatrzymany z kadru ułańskiego obrazu. Postać niezwykła, tak jak i niezwykłe jest jego życie znaczone ułańską fantazją, które mogłoby samo w sobie być wspaniałym scenariuszem. Może kiedyś powstanie… film o niezwykłym Jeźdźcu Pamięci.

Edyta Trojańska-Urbanik

 

Autor: admin

Udostępnij post na:

Skip to content