Czytam, bo lubię..

Dziś o swoich ulubionych książkach i autorach opowiada nam Anna Suchoń.

Czytanie zawsze było dla mnie jedną z największych przyjemności, od kiedy nauczyłam się sztuki czytania, a zapach biblioteki jednym z ulubionych zapachów kojarzących się z dzieciństwem jak obiad u babci. Zamiłowanie do lektury oczywiście ewoluowało z wiekiem. W czasach szkoły podstawowej uwielbiałam „Baśnie Andersena”,” Polskie Klechdy Domowe”, „Czarodziejski Imbryczek”. W wakacje zamykałam się w pokoju i „wykradałam” godziny na czytanie książek Siesickiej lub Chmielewskiej i wielu innych lektur młodzieżowych. W liceum przyszedł czas na literaturę wojenną i książki takie jak np. „Sława i Chwała” J. Iwaszkiewicza i inne. Dostęp do dobrej książki poza biblioteką był dosyć ograniczony. Dlatego ratunkiem była ciocia, która pracowała blisko księgarni i udawało jej się „łowić” nowości. Na szczęście mieszkałyśmy po sąsiedzku więc jej biblioteczka była „moja”. Miłość do czytania trzeba znaleźć w dzieciństwie. Ktoś musi wprowadzić dziecko w literaturę czytając piękne, interesujące historie. Wówczas wchodzi się w literaturę jakby przechodziło się przez portal do innego świata. Żeby móc się tam poruszać swobodnie, trzeba po prostu nauczyć się płynnie czytać, by składanie liter nie było przeszkodą, bo to bardzo przeszkadza w przeżywaniu różnych historii. Gdy się przebrnie przez ten trudny moment, zostaje już sama przyjemność. Kiedy tak sięgam pamięcią, pojawia się całe mnóstwo książek. Jednak są takie, które zostają w nas na zawsze i takie książki lubię mieć na własność, by zawsze móc do nich wrócić. Skupię się więc właśnie na nich. Pierwszą jest sfilmowane niedawno po raz kolejny „Życie przed sobą”. Napisał ją Romain Gary pod pseudonimem Emile Ajar. Zwykle robi tak pisarz by to co nam proponuje nie było kojarzone z jego poprzednią twórczością lub z jego osobą z różnych względów. Jest to przejmująca do głębi historia małego chłopca, sieroty wychowującego się w zdegradowanym środowisku wśród przestępstw i życiowych dramatów, gdzie  wbrew warunkom znajduje miłość i troskę. Opisy przedstawiają zepsutych, nieszczęśliwych, często wykolejonych ludzi, jednak historia nie jest pozbawiona uczuć. Autor nie odbiera bohaterom człowieczeństwa, zdolności przezywania, mimo że opisuje rzeczy straszne. Robi to jednak pięknym literackim językiem. Jest to swego rodzaju kontrast dający książce markę. Ten świat widziany oczami dziecka wpija się głęboko pod skórę czytelnika niczym tatuaż i pozostaje na zawsze.

Kiedy poznałam mojego męża, wraz z nim pojawiła się w moim życiu fantastyka. Zaraził mnie na całe życie. Oczywiście że zaczęło się od „Hobbita” i „Władcy Pierścieni” na długo przed tym zanim pojawiły się filmy. Jednak mimo wielkiego szacunku dla pana Tolkiena, moje serce skradła na zawsze Ursula le Guin. Przez przywiązanie do natury, ziemi, świata zwierząt, ale głównie przez pokazywanie środowisk  ludzkich tak jakby odkrywała na nowo wszystkie znane już prawdy, jest mi bardzo bliska. Cykl „Ziemiomorze” jest dla mnie dziełem uświadamiania tego co już znamy, ale nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę, lub nie potrafimy nazwać. Jest dziełem nadawania znaczeń, miejscom, nazwom, ukazywania gdzie są granice których się nie przekracza, a także jak baśnie: są światem snów, czarodziejów i smoków. Smoki to powrót do bajek z dzieciństwa, ale także już inne wielkie, piękne i straszne stworzenia względem których zadajemy pytanie czy są dobre czy złe? To książka napisana bardzo mądrze chociaż z prostotą.  Zajęła pisarce ponad 30 lat. W skład cyklu wchodzą: „Czarnoksiężnik z Archipelagu”, „Grobowce Atuanu”, „Najdalszy Brzeg” i „Tehanu”. Nowe wydanie to wszystkie książki w jednej pod nazwą „Ziemiomorze”. Jest piękne, ale ciężko to utrzymać w ręku. Bardzo ważną częścią książek fantazy są mapy, dają dodatkową przyjemność podczas studiowania ich zawartości. Do nowego wydania dołączona jest też zakładka.

Książka, która przypadkowo okazała się być ważna to „Purezento” Joanny Bator. Lektura zaczyna się dosyć szaro, smętnie i nawet ponuro. Bohaterka analizuje swoje niedawne tragiczne przeżycia. Sama jest apatyczna, smutna i dosyć nudna. Próbuje normalnie funkcjonować i wtedy okazuje się, ze przypadkowe spotkanie innej kobiety, stawia ją przed nowym wyborem i wrzuca do całkiem innego świata. Jest to świat japoński, który ma swoje kolory, zapachy, smaki, nastrój i ma też swoją sztukę. Inaczej płynie tu czas. Historia toczy się powoli, ale okazuje się, że niepozornie nabiera tempa. Bohaterka coraz bardziej zanurza się w tym świecie, a my razem z nią. Kolory i nastroje się zmieniają. Ona sama zmienia się od środka i już nie można niczego zatrzymać. Jeżeli do tego czasu nie odłożyło się książki to teraz już wciąga nas jak „Wielka fala” w obrazie Hokusai, niby delikatna, a jednak potężna. Dołożyłam do książki zakładkę z drzeworytem japońskim Ohary Kosona. Lubię zakładki. Mogą być takie różne i piękne: np. metalowa w kształcie motyla, albo magnetyczna w formie banknotu. Ta ostatnia znalazła swoje miejsce w książce o  Cormoranie Striku, detektywie, który był kiedyś żołnierzem i stracił swoją nogę w działaniach wojennych. Cykl o detektywie i jego asystentce napisała J.K. Rowling pod pseudonimem Robert Galbraith, a właściwie cały czas pisze, bo kolejne części wciąż się ukazują mniej więcej co dwa lata. Kryminały, dreszczowce, horrory, thrillery są dla dorosłych tym czym bajki o czarownicach dla dzieci. To lektury dobre na wakacje. Odstresowują, porządkują rzeczywistość. Zagadka zwykle zostaje rozwiązana i wszystko wraca na swoje miejsce. Z polskich autorów zajmujących się tą tematyką jest mi bliski Zygmunt Miłoszewski i np. jego „Bezcenny”. – powieść sensacyjna rozgrywająca się w świecie dzieł sztuki, kolekcjonerów, fałszerzy i tropicieli. Świat sztuki jest mi bliski i wracam wciąż do książek o sztuce, po informacje, po wiedzę, by zgłębić okoliczności powstania dzieła lub poznać niezwykłe losy artystów w ich biografiach. Na koniec muszę jeszcze powiedzieć o dwóch książkach, które każdego roku wczesnym latem „schodzą” z półki by znaleźć się blisko, pod ręką. Są to „Encyklopedia grzybów w Polsce” i „Przetwory i nalewki” Małgorzaty Caprari, bo czytanie to dla mnie nie tylko powieści, to właściwie życie: ciągłe poszukiwanie wiedzy, poznawanie, sprawdzanie informacji. Lubię to.

Autor: Redaktor1

Udostępnij post na:

Skip to content