Rodzice nigdy nie odmawiają pomocy- rozmowa z Dominiką Linczowską

Zapraszamy na rozmowę z Panią Dominką Linczowską, wieloletnią Przewodniczącą Rady Rodziców w Szkole w Bilczycach.

 

MG: Od kiedy jest Pani zaangażowana w Radzie Rodziców?

DL: W Radzie jestem od dawna, ale od 2012 jestem przewodniczącą, wcześniej w  trójce klasowej u córki byłam skarbnikiem.

MG: Na czym polega praca Rady Rodziców?

DL: Rada Rodziców to wewnętrzny organ szkoły, doradczy i opiniotwórczy. Współpracujemy z dyrekcją, nauczycielami, rodzicami i z uczniami. Rada wspiera statutowe działania szkoły, podejmuje decyzje finansowe i organizacyjne. Oczywiście wszystkie działania  konsultujemy z dyrekcją i nauczycielami. Szukamy także dodatkowych źródeł finansowania na bieżące potrzeby.

MG: Jakimi środkami finansowymi dysponuje Rada Rodziców?

DL: Podstawowy nasz budżet to składki z komitetu rodzicielskiego. Bardzo ważny w pozyskiwaniu dodatkowych pieniążków jest kiermasz świąteczny, organizowany zazwyczaj przed mikołajkami. Zaczęliśmy od sprzedaży ręcznie robionych przez rodziców aniołków gipsowych, z czasem zorganizowaliśmy kiermasz, na którym sprzedajemy ozdoby i wypieki świąteczne. Dodatkowo mamy składkę z okazji Dnia Babci i Dziadka. Tak naprawdę ta składka wyszła ze strony samych dziadków, którzy po akademii z okazji ich święta, chcąc się odwdzięczyć dzieciom zaczęli wrzucać im datki do kapelusza. I to stało się już tradycją. Z tych składek zwanych przez nas „kapeluszowymi” dofinansowujemy głównie wycieczki dla uczniów. Często pojedynczy rodzice sami coś sponsorują dzieciom, np. napoje na zabawę czy jakieś przekąski. Wtedy nasze pieniądze z komitetu możemy przeznaczyć na coś innego.

MG: Co jeszcze udaje się zrobić z Waszych składek, obok dofinansowania wycieczek i przekąsek na zabawy szkolne?

DL: Np. udało się wymalować 4 sale lekcyjne. Robiliśmy to przy okazji remontu starej części szkoły, który był finansowany ze środków szkolnych i gminnych. Te sale nie były wtedy brane pod uwagę w remoncie. Dzięki zaangażowaniu rodziców, którzy przyszli i sami je wymalowali i właśnie funduszom z kiermaszu, za które zakupiliśmy farby, przy jednym bałaganie została odnowiona duża część szkoły. Kupiliśmy krzesła składane, które są wykorzystywane przy okazji zebrań z rodzicami. W tym roku część pieniędzy z kiermaszu planujemy dołożyć do remontu podłogi w największej  sali w naszej szkole, która jest zastępczą sala gimnastyczną. Jakby to się udało zrobić zamknęlibyśmy kolejny etap modernizacji budynku.

Wyposażenie szkoły jest bardzo dobre, szkoła bierze udział w różnych projektach i naprawdę dziś uczniowie mają nie tylko to co niezbędne do nauki,  bo i są dobre komputery z oprogramowaniem, i tablice interaktywne, ale też wiele dodatkowych narzędzi edukacyjnych.  My jako Rada wspieramy dofinansowanie drobnych rzeczy jak środki dydaktyczne np. na świetlice: puzzle, gry, książeczki, stroje dla szkolnego chóru. Dokładamy się także do nagród za  udział w konkursach szkolnych  i na zakończenie roku szkolnego.

MG: Czy rodzice chętnie się angażują w sprawy szkoły? Chcą działać w Radzie Rodziców?

DL: W Bilczycach nie ma z tym problemu. Nie zdarzyło się, aby rodzice odmówili pomocy jak coś się robi dla dzieci. Nawet nie ma problemów, aby zgłosić się do trojki klasowej, nie ma takiego wypychania na siłę. Ci którzy zgadzają się być w trójce klasowej, naprawdę poczuwają się do odpowiedzialności.  Starają się być na naszych spotkaniach co dwa miesiące, a jak kogoś nie ma to dowiaduje się co było, co jest ustalone. I zawsze staramy się, aby informacja z zebrań Rady docierała do reszty rodziców. Rodzice,  nie tylko z Rady pomagają przy szkolnych imprezach jak mikołajki, dzień dziecka, andrzejki. Szykujemy poczęstunek, zapewniamy dodatkowe atrakcje.

Dużo, jeśli chodzi o współpracę rodziców ze szkołą, zmieniło się jak przyszła obecna Pani Dyrektor. To było takie nowe spojrzenie, na początku zaprosiła nas do współpracy, chciała znać nasze zdanie co chcielibyśmy zmienić, zrobić w szkole. Rodzice zaczęli się wypowiadać, coraz bardziej angażować. Zaczęliśmy od małych zmian, bardziej logistycznych jak np. miejsce do przebierania  dla dzieci i z każdym rokiem coraz więcej tych naszych inicjatyw się pojawiało. Przykładem może być ustawienie tablicy ogłoszeń w 2013 roku przed szkołą. Po jednym z zebrań stwierdziliśmy, że brakuje miejsca, gdzie moglibyśmy wywieszać ważne informacje, aby każdy rodzic mógł się z nimi zapoznać. I jeden z rodziców zaproponował, że wykona taką tablicę i w ciągu tygodnia już stała obok szkoły.

MG: Jakie jeszcze potrzeby w szkole widzi Rada Rodziców?

DL: Oczywiście brakuje miejsca, ale to już duża sprawa, aby rozbudować szkołę, brakuje choćby stołówki, gdzie uczniowie mogliby spokojnie zjeść dowożony obiad, sali gimnastycznej aby uławić lekcje w-fu czy wystawiać przedstawienia. Mamy plac zabaw, który trzeba będzie utwardzić. Warto tu także podkreślić rolę rodziców, którzy przyszli przygotować teren pod ten plac zabaw kiedy miał być robiony. Innym razem jakaś mama dostała za darmo materiał, zadzwoniła do mnie, że może oddać i razem podjęłyśmy decyzję, że uszyjemy obrusy do szkoły. Jak w ferie trzeba było wynosić meble, aby odświeżyć salę, przyszli chętni rodzice. Naprawdę, przykładów na zaangażowanie rodziców można mnożyć bez końca. Jestem dumna, że spotkalam tu tak wiele osób, które wspierają szkołę przez cały ten czas i wiem, że zawsze mogę prosić o pomoc w realizacji różnych incjatyw.

MG: Jak układa się współpraca miedzy Radą Rodziców, szkołą, Radą Sołecką i lokalnymi grupami KGW i OSP?

DL: Bardzo dobrze, wszyscy razem pracujemy.  Rada sołecka np. przeznacza z budżetu wiejskiego część środków na rzecz szkoły na konkretne zadanie, strażacy udostępniają strażnice i ją ogrzewają jak chcemy u nich zorganizować jakąś szkolną uroczystość. Panie z KGW zawsze przynoszą słodycze na Dzień Dziecka, prowadziły warsztaty kulinarne dla dzieci. W tym roku jeszcze planujemy wspólnie zdziałać coś w związku z obchodami 100-lecia odzyskania niepodległości. Część rodziców należy do rady sołeckiej, niektóre mamy do KGW, tatusiowie lub bracia do OSP, i dzięki temu w działania szkoły angażują się też ich koledzy czy koleżanki, które nie mają dzieci w szkole, ale przez rozmowy wiedzą co się dzieje, jakie są potrzeby, i włączają się.

MG: Które z Waszych przedsięwzięć wymagają najwięcej zaangażowania?

DL: Jest to niewątpliwie Kiermasz, Dzień Dziecka i Dzień Babci i Dziadka. Potrzeba i dużo zaangażowania i dużo rąk do pracy. I znów się powtórzę, ale zawsze są chętni. W czasie święta dla dziadków, które organizujemy w strażnicy, już tak jesteśmy zgrane, że nie musimy mówić kto co robi. Przychodzimy, i od razu do pracy, jedni dekorują salę, inni kroją ciasta, jeszcze inni obsługują gości. I wszystko się kręci. Jeśli chodzi o kiermasz to za pierwszym razem w organizacje zaangażowało się 14 osób, w tym roku już 43. Na początku piekliśmy małe pierniczki, do nich dołączaliśmy zaproszenia i dzieci chodziły od domu do domu i zapraszaliśmy wszystkich mieszkańców. Było bardzo pozytywne  przyjęcie tej formy zaproszeń, zwłaszcza starsi ludzie, którzy już nie mają dzieci ani wnuków w naszej szkole cieszyli się z zaproszenia a potem przychodzili. Na kiermasz przychodzą nie tylko rodzice, ale też inni mieszkańcy, nawet pojawiły się osoby z Krakowa. Teraz już z pierniczkami nie chodzimy, bardziej reklamujemy kiermasz w mediach społecznościowych i u nas na wsi.  Na początku kiermasze były w szkole, chcieliśmy osobom z zewnątrz pokazać jak szkoła się zmienia. Ostatni był w strażnicy, co pozwoliło pomieścić więcej osób. Z roku na rok kiermasz się rozrasta. Atrakcją dla dzieci jest malowanie pierników, dla starszych w czasie kiermaszu zrobiliśmy kawiarenkę z kawą i ciastem, a uczniowie prowadzili loterię fantową. Podobnie jest z Dniem Dziecka, z roku na rok jest coraz więcej atrakcji, staramy się, aby były różnorodne. Była już wata cukrowa, i zamek dmuchany, raz strażacy piekli kiełbaski z grilla, innym razem robiliśmy hot dogi. Najważniejsze, że dzieci są zawsze zadowolone.

MG: Wspomniała Pani na początku, że współpracujecie też z dziećmi, jak to rozumieć?

DL: Staram się co roku spotykać z uczniami. Na te spotkania przychodzą uczniowie z trójek klasowych, ja im opowiadam czym jest Rada Rodziców, jak działa, po co jest i zaznaczam, że ich głos też się liczy. Mówię, że mogą zgłaszać nam co by im się podobało jako nagrody w konkursach, co chcieliby np. na świetlicę, i potem kupując te rzeczy, bierzemy ich głos pod uwagę. I to nie są nagrody tylko na koniec roku dla najlepszych uczniów, ale jest dużo różnych konkursów, plastycznych, sportowych czy recytatorskich, więc  nawet słabsi w nauce uczniowie mają szanse coś zdobyć. To powoduje, że dzieci bardziej wierzą w siebie, mają więcej odwagi, nie boją się angażować, pokazać.

MG: Co Pani daje praca w Radzie Rodziców?

DL: Ja to lubię,  sprawia mi to satysfakcję, ale też daje doświadczenie, trzeba nauczyć się załatwiać sprawy w urzędach, wypracowywać kompromisy w grupie, uczy wystąpień publicznych, więc przez to też się rozwijam.

MG: Od kiedy mieszka Pani w Bilczycach? Czy coś by Pani zmieniła jako mieszkanka Waszej wsi?

DL: Jestem od zawsze w Bilczycach. Dobrze się tu mieszka choć nasza wieś jest duża, co rodzi wyzwania, aby organizacyjne ta wieś dobrze działała. To jest wyzwanie dla naszych władz lokalnych. Jedni mieszkają daleko od drugich, trzeba włożyć dużo pracy, aby to połączyć, aby  wspólnie działać i wciągnąć nowych mieszkańców w życie wsi. Chciałabym, aby było więcej akcji lokalnych, np. kiermasze przed świętami robione wspólnie z KGW. Trochę brakuje mi na zebraniach wiejskich informacji o bieżących działaniach we wsi, aby podsumować co konkretne grupy robiły w danym roku czy półroczu, aby ludzie wiedzieli, na co jest dofinansowanie a co wymaga większych środków, jak działają inne grupy z danej wsi, bo czasem sąsiedzi nie wiedzą jakie obok są podejmowane inicjatywy. Dobrze, aby była możliwość wypowiada się niekoniecznie publicznie, ale w ankietach  lub internetowo, bo nie każdy ma odwagę na zebraniu wstać i odezwać się, a ludzie mają pomysły, często dobre pomysły..

 

rozmawiała: Iwona Warchał

 

 

 

mojGdow.pl

Autor: admin

Udostępnij post na: